sobota, 26 września 2015

Chapter four

Perspective Caroline
Dzień 2
Boże jak mi gorąco! Spróbowałam się odkryć ale jakaś ręka mi na to nie pozwała. Chwila... Jaka ręka?! Otworzyłam oczy i odwróciłam się na bok a moja twarz wylądowała na czyimś torsie, uniosłam głowę do góry a moje oczy napotkały roześmiana twarz Ashley'a.
-Co ty tu do kurwy nędzy robisz?!-zapytałam wkurwiona.
-Jak to co? Przytulam cie!-objął mnie mocniej w pasie przyciągając do siebie.
-Ash jeśli w tym momencie stąd nie wejdziesz, pójdziesz do chłopaków z podbitym okiem i będziesz się tłumaczył jakim cudem laska podbiła ci oko.
-Dobra...słońce nie tak agresywnie! - podnosił ręce i wstał bardzo szybko poprawiając spodnie dresowe które wisiały bardzo nisko na jego biodrach - Papa! Widzimy się na śniadanku! Bądź na 8, Ronnie mieszka naprzeciwko i będzie na ciebie czekać.
Podszedł do mnie i zostawił soczystego buziaka na  moim policzku zostawiając mnie wkurzoną i rozkojarzoną. Rzuciłam się twarzą w poduszki i zaczęłam krzyczeć, kiedy nie miałam już siły podniosłam się i ruszyłam umyć. Rozebrałam się i weszłam pod gorący strumień wody, umyłam włosy i ciało kokosowym żelem i szamponem stałam jeszcze pięć minut relaksując się ciepłem wody. Owinięta w beżowy ręcznik weszłam do pokoju zdecydowałam założyć jasno niebieskie boyfriendy z dziurami, białą luźną bluzkę z krótkim rękawem, białe super stary i ciemno brązowy kapelusz   z dużym rondem. Wysuszyłam włosy i umalowałam się, spryskałam się perfumami i zerknęłam na zegarek, już za pięć ósma. Schowałam urządzenie do tylnej kieszeni, nacisnęłam klamkę i drzwi ustąpiły, naprzeciwko moich były też najprawdopodobniej drzwi Ronnie'go, który z reszta opierał się o nie nucąc jakąś piosenkę która leciała w jego słuchawkach. Odkaszlnęłam cicho, a brunet w ułamku sekundy wyjął słuchawki z uszu.
-No hej, wyspana? - zapytał podchodząc bliżej co mnie lekko speszyło, więc zasłoniłam twarz kapeluszem.
-Hej um... tak, a ty? 
-Nie za bardzo, nie mogłem usnąć. Tak w ogóle to ładnie wyglądasz - wyszczerzył się, czułam jak moje policzki nabierają kolorów. Nie wiem czemu ale tylko przy Ashley'u czuje się tak hm... normalnie.
-Dzięki... ty też wyglądasz nie najgorzej - uśmiechnęłam się ponownie analizując wygląd wokalisty, miał na sobie czarne jeansy opinające biodra, czarne conversy i koszule z czaszka na plecach oczywiście tego samego koloru. Włosy były związane w kitkę odsłaniając przy tym jego twarz.
-No to idziemy? Jeeestem strasznie głodny!
Zaśmiałam się i pokiwałam głową, szliśmy długim korytarzem mijając różne zdjęcia na ścianach  aż dotarliśmy do schodów, Ronnie przepuścił mnie pierwszą i zszedł zaraz za mną. Z kuchni jak sądzę dobiegały wrzaski i śmiech weszliśmy zdziwieni i pierwsze co dało się zobaczyć to CC i Ryan tarzający się ze śmiechu na podłodze. Jakiś metr od nich potrzaskana miska z wylanym mlekiem. Później zwróciłam uwagę na Andy'ego i Ashley'a wydzierających się na siebie, z włosów basisty na nagi tors ściekało mleko. Obaj żywo gestykulowali i krzyczeli jeden na drugiego, reszta chłopców starała się jakoś ich uspokoić co wychodziło im marnie. Postanowiłam wziąć sprawę w swoje ręce.
-CO TU SIĘ DO CHOLERY DZIEJE?!- wykrzyczałam żeby zwrócić na siebie swoją uwagę, w pomieszczeniu nagle zapanowała cisza każdy patrzył na mnie zdziwiony no może oprócz Ashley'a który natychmiast do mnie podszedł.
-Niech ci ten kretyn wytłumaczy jakim pieprzonym cudem jego mleko do płatków znalazło się na mojej głowie! - na nowo zaczął krzyczeć, uciszyłam go gestem ręki.
- Jake co tu się stało? 
-No bo Ashley siedział sobie przy stole i pił kawę no i oczywiście rozmawiał z nami, a Andy dopiero wszedł i stwierdził ze chce płatki. To tak jak powiedział tak zrobił, ale w między czasie zaczął kłócić się z Ash'em o jego wczorajsze zachowanie i szedł z ta miseczka i nie patrzył jak idzie tylko na tego idiotę i się kurwa wyjebał, a wszystko spadło na oto tą osobę - wskazał palcem na Purdy'ego, który pokazywał ze zabije Biersack'a. 
-Echhh ... Ash słońce idź się umyć bo twoje włosy będą wyglądać chujowo kiedy mleko się na niech zaschnie, a ty Andrew przeproś go.
-To chyba ten chuj powinien mnie przeprosić bo ja wczoraj jak głupi go broniłem przed nimi, a on ot tak sobie pojechał do ciebie i cię tu przywiózł! - czyli nie powiedział im całej prawdy, może to i nawet lepiej - a miał czekać z NAMI.
Wyraźnie podkreślił to słowo, w sumie to mu współczuję. Tak bardzo wczoraj bronił tego kretyna, a on ot tak sobie po mnie przyjechał to było nie fair w stosunku do chłopców.
-Wiecie co straciłem apetyt, wychodzę, nie wiem kiedy wrócę - Biersack miał minę jak by chciał kogoś zabić ale jednocześnie widać było ze mu przykro. Patrzyłam na jego oddalającą się sylwetkę i kątem oka zauważyłam, że reszta jest zamieszana zaistniałą sytuacją. Wciągnęłam głośono powietrze i pobiegłam za wokalistą, minęłam drzwi frontowe i ujrzałam chłopaka siedzącego na schodach z papierosem w ręce. Postanowiłam go zaskoczyć po cichu podeszłam do niego i założyłam mu ręce na oczy na co lekko podskoczył.
-Ronnie wypierdalaj nie chce mi się z tobą gadać
-Ale to nie jest on.- zaśmiałam się na co chłopak przerzucił mnie sobie przez ramię co spowodowało ze siedziałam na jego kolanach z twarzą bardziej czerwoną niż pomidory, położył rękę na moim biodrze co spowodowało jeszcze większy kolor na moich policzkach.
-Chyba coś ci spadło...- zmarszczyłam brwi a on pokręcił z rozbawieniem głową i założył mi kapelusz na głowę.- Nie ma za co. Więc... co ty robisz robisz? 
Siedziałam w bez ruchu i zastawiałam się w sumie po jaką cholerę tu przylazłam.
-Nie wiem... chyba się martwiłam... - opuściłam głowę, Andy złapał mój podbródek bym spojrzała w jego oczy, uśmiechnął się ciepło i mnie przytulił.
-Dziękuję  -szepnął mi w włosy, odsunęłam się trochę, Andy ma teraz taki ładny uśmiech... - Mam pomysł, a ty mi pomożesz go wykonać!
-Oświeć mnie.
-Bo dzisiaj przyjechało wesołe miasteczko i tak sobie myślę ze moglibyśmy tam iść. No wiesz poznalibyśmy się lepiej i w ogóle...Nie nie ma w tym żadnych podtekstów!
-W sumie czemu by nie... dawno nie byłam w wesołym miasteczku - tym razem to ja cieszyłam się jak dziecko, co spowodowało to że spadłam, a Andy który chciał mnie złapać spadł ze mną. Przez chwilę panowała cisza, którą przerwał mój śmiech, niebieskooki zaraz do mnie dołączył, również wybuchając śmiechem.
Nagle drzwi się otworzyły a w nich stał Jake, przekrzywił głowę i się uśmiechnął.
-Czemu nikt mi nie powiedział, że tarzacie się po trawie?! Ja też chce!!!!-wykrzyknął i ruszył biegiem do nas, zaskoczył ze schodów i legł koło nas położył głowę na moim brzuchu a nogi na udach Biersack'a.- Od razu lepiej, więc czemu tarzamy się po trawie? 
-Pitts ty pierdolony kretynie! Bierz te brudne giry z moich czystych spodni!
-Andy i tak mają dziury więc jeśli będą brudne to i tak się nic nie stanie a teraz zapytam ponownie czemu się tarzamy?- zapytał wyraźnie rozbawiony sytuacja Jake, pokręciłam głową rozbawiona zaistniała sprawa.
-Masz 3 sekundy żeby zabrać te nogi i uciekać! - wysyczał Andy już strasznie wkurwiony - Raz...
Nie zdążył doliczyć a gitarzysta już stał na nogach i pokazywał wokaliście środkowego palca.
-Andy słoneczko pozdrawiam cię środkowym palcem - wysłał mu całusa w powietrzu i zaczął uciekać bo "słoneczko" wstało i rzucił się biegiem za nim na zmianę przeklinając i podciągając spadające spodnie. Na co mu te trzy paski skoro żaden nie utrzyma jego spodni? Wyjęłam szybko telefon i zaczęłam nagrywać to co oni wyprawiają, kątem oka zauważyłam ze reszta też wyszła i Ashley tak samo ich nagrywa spojrzała na mnie z wielkim uśmiechem i pokazał kciuka.
Bieganina trwała jeszcze dziesięć minut dopóki oboje nie padli na trawę i teraz na prawdę tarzali się po tej trawie w między czasie jeden drugiego szarpał i mówił jakieś przekleństwa. Chłopcy pokręcili ze zrezygnowaniem głowami i ruszyli ich rozdzielać co wyglądało komicznie, odwróciłam się do nich tyłem i zrobiłam sobie  zdjęcie na instagrama w tle z chłopakami, którzy próbowali ich uspokoić  z opisem " Zupełnie normalny poranek z BVB i FIR". Oznaczyłam każdego i opublikowałam, spojrzałam na nich i teraz Andy był już spokojny trzymany przez Ashley'a, Ronnie'go i CC'iego a reszta próbowała uspokoić Jake'a.
-Chłopcy ogarnijcie się bo o 13 idziemy do wesołego miasteczka!- W ułamku sekundy każdy już się uśmiechał i kierował w stronę wilii.
_______
Ta dam!!
Dzisiaj troszkę dłuższy :D Co sądzie o kłótni Ashley'a i Andy'ego? Który ma racje? Komentarze bardzo mile widziane ;3

4 komentarze:

  1. Tylko tyleeeeee ????? Seriooooooo ????

    OdpowiedzUsuń
  2. Pitts jest bohaterem rozdziału,najlepsza scena ever XDD ♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  3. Pitts jest bohaterem rozdziału,najlepsza scena ever XDD ♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń