niedziela, 13 września 2015

Chapter two

Dzień 1 cz.II
Mój oprawca zdecydowanie szybko pokonał schody, zaraz po tym otworzyły się drzwi a mnie oślepiło światło słoneczne....
Porywacz zwolnił kroku, otworzył drzwi czarnej limuzyny i wrzucił mnie na siedzenie z tylu,odsunęłam się na tyle ile pozwoliła mi mała przestrzeń, mężczyzna wszedł do auta i zamknął drzwi. przybliżył się i zaczął mnie uspokajać aż w końcu wybuchł śmiechem. Zmarszczyłam brwi, co go tak cieszy? To że mogę go podać do sądu czy to że jest psychopata? Zaczął powoli zsuwać z głowy kaptur, a moim oczom ukazała się twarz...Ashley'a?!
-Niespodzianka! -krzyknął lekko zmieszany trzymając ręce w powietrzu.
-Czy ciebie do reszty popierdoliło?! Porywać osoby które w sumie cie nie znają,  a i tak masz się z nimi spotkać za kilka godzin? !  - z jednej strony cieszyłam się że to Ash a nie jakiś psychopata, a z drugiej byłam zła bo nie powinien mnie uprowadzić.
-No ale słońce... nie bądź jak głupi Andy i głupi Ronnie... Bo oni są wredni a ty nie!
-O co ci teraz chodzi? 
-No bo pokłóciłem się z nimi, no bo ja chciałem jechać z Jake'm  po ciebie, ponieważ już nie mogłam się doczekać,jednak ci dwaj idioci nie chcieli mi pozwolić! I darli się na mnie że jestem pojebany i jestem idiotą, a ja nim nie jestem!! Prawda?! No ale mniejsza..  No i oni się nie zgodzili więc ja się wkurwiłem na tych imbecyli i postanowiłem się schować w limuzynie i cie przywieść i oni będą ze mnie dumni,a my się lepiej poznamy!- Mówił bardzo przejęty swoimi słowami, chociaż ja zastanawiałam się czy nie gadam z dzieckiem.
- Eh... to na prawdę mile że aż tak bardzo chciałeś po mnie przyjechać za aż mnie uprowadziłeś...-ostatnie słowa mówiłam na prawdę cicho i z kipiąca ironią z nich.-Jednak uważam że powinieneś zaczekać z chłopakami. Bo ty mnie już widziałeś na żywo a oni nie.
 - Ale o to właśnie chodzi! Chciałem cie zobaczyć pierwszy! -klasnął w swoje dłonie- Dobra, laska popraw swój makijaż bo wyglądasz jak ja kiedy mam charakteryzacje na scenie, a taki nie miał być chyba efekt,  prawda? 
Zaczęłam się śmiać z jego słów ale zrobiło mi się też głupio... no bo kto chciałby słuchać komentarzy na swój wygląd że wygląda jak panda? Na pewno nie ja.
-No Okej tylko że nie mam tu kosmetyczki, została u góry w walizkach...-jęknęłam z frustrowana. 
-Nic straconego!- w tym samym momencie drzwi się otworzyły i jakiś gościu którego wcześniej nie widziałam wrzucił moje walizki. Otworzyłam szeroko oczy że zdziwienia.
-Umiesz też czarować? -zaśmiałam się, jego uśmiech poszerzył się jeśli to jeszcze w ogóle możliwe.
-Nie...ale przewidywałem że Jake zaraz przyniesie twoje walizki. -Boże jaki on jest wesoły, chyba jeszcze nigdy nie widziałam tak radosnego człowieka.
  Rozsunęłam walizkę i wyciągnęłam z niej kosmetyczkę, wyjęłam lusterko i przestraszyłam się tego co ujrzałam.
Ashley miał rację miałam podobny makijaż do niego, zrobiło mi się strasznie wstyd. Pierwsze spotkanie a ja już wyglądam jak panda, widziałam jak moje policzki nabierają odcień różu. Wzięłam dwa waciki i płyn do demakijażu i zaczęłam ścierać mój piękny make-up.  Po jakichś dziesięciu minutach miałam już nowy makijaż wzięłam jeszcze tylko moja pomadkę o smaku letnich owoców i przejechałam nią po ustach.
-Wiesz... niby się znamy ale tak na prawdę się nigdy nie przectwilismy się sobie.-podrapał się po tyle głowy.-Jestem Ashley, Ashley Purdy.
- Jestem Caroline Walker, ale wolę zwykle Caro. -uśmiechnęłam się szczerze.-Więc...co najbardziej lubisz robić w zespole oprócz grania na basie? 
-Hm... bardzo lubię być chórkami Andiego... a tak po za graniem w zespole to myślę że to bardzo mile kiedy idziesz gdzieś i twój fan cie rozpoznaje i prosi o zdjęcie. Fakt potrafi to utrudnić życie bo są też psycho fanki no ale i tak się z tego cieszę... a ty? Co lubisz robić oprócz śpiewania? 
-Nie mam jakichś specjalnych upodobań...ale kocham oglądać filmy z batmanem! No i czasami coś tam rysuje...
-W takim razie Andy na pewno zaprosi cie na jedną noc kiedy sobie robi maraton z batmanem. Masz ze sobą szkice?- pokręciłam przecząco głową.- No trudno.. w takim razie kupimy ci szkicownik i ołówki!
-Ash nie możecie wydawać na mnie kasy! Bo przez to czuje się nie komfortowo...
-W takim razie weź to jako prezent przeprosi nowy za to że cie uprowadziłem!
- Jesteś nie normalny- zaczęłam się śmiać a on razem ze mną.- A masz jakąś ulubioną postać z kreskówki?
-Nie będziesz się śmiać? -pokręciłam przecząco głową- Hello kitty...
Spojrzałam na niego wielkimi oczami.
-Na prawdę?- Ashley patrzył wszędzie tylko nie na mnie, chwyciłam jego twarz rękami i zmusiłam go by spojrzał na mnie.- Ash jeśli ją lubisz to nie ma problemu. To by było tak jak ja albo Andy byśmy się wstydzili batmana, a tego nie robimy więc ty też nie powinieneś tego robić.
Przybliżyłam się do niego i przytuliłam, na początku spiął się ale zaraz rozluźnił i odwzajemnił uścisk.
                              ***
Przez chyba 2 godziny rozmawialiśmy na różne tematy, od jedzenia aż po politke. W sumie byłam zaskoczona że tak łatwo mi się z nim rozmawia, myślałam że będziemy milczeć albo co jakiś czas mówić jakieś dziwne spostrzeżenia na temat drogi. Spojrzałam przez okno i zaczęłam się zastanawiać czy z innymi też tak dobrze się będę dogadywać. Poczułam nie przyjemny skurcz w brzuchu, Caro nie bój się dasz radę. Pocieszałam się w myślach, na prawdę zaczęłam się tego obawiać. Co jeśli będziemy się ciągle kłócić albo powiem coś głupiego? Albo dostanę czkawki kiedy będę się przedstawiać? Albo kichnę Ronniemu w twarz? Nagle usłyszałam wibracje telefonu i odruchowo spojrzałam na swój, jednak to nie on zerknęłam w stronę Ashleya i to on patrzył na swój telefon blady jak ściana.
-Wszystko w początku? 
- Co? A tak... tylko...Andy dzwoni. -zmarszczyłam brwi, to źle że dzwoni? Jak by magiczne czytał mi w myślach odpowiedział- Nie, to nie jest źle...tylko Andy znowu będzie dawał mi wykłady na to jaki dziecinny jestem bla bla bla.
  Pokiwałam głową a jego telefon znowu zaczął wibrować w końcu wypuścił głośno powietrze z płuc i odebrał.
-Halo?.... Nie, nic mi nie jest.... nie drżyj się tak na mnie nic nie zrobiłem.... wiem że za niedługo będzie Caroline... będę na czas... tak obiecuje nie spóźnię się, będę jak ona będzie... dobra Biersack nie truj dupy.... pozdrów chłopaków i wymiziaj Carow'a...- rozłączył się ii spojrzał na mnie.- Nie musi wiedzieć że jesteśmy razem, czego oczy nie widzą temu sercu nie żal czy jakoś tak.
  Wyszczerzył się ukazując przy tym rząd białych zębów, zechciało mi się śmiać. W ułamku sekundy czarno włosy zbliżył się do mnie niebezpiecznie blisko i zaczął mnie łaskotać wybuchłam nie kontrolowanym śmiechem w między czasie prosząc by przestał, z moich oczu zaczęły płynąć łzy tylko teraz były spowodowane nagłym atakiem głupawki Asha.
W końcu przestał a ja ciężko oddychałam
-Lubię twój śmiech, śmiej się częściej.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć i po prostu pokiwałam głową, to się staje coraz dziwniejsze. Nastała cisza, ale nie była to niezręczna tylko ta przyjemna. Po trzydziestu minutach w końcu dojechaliśmy, spojrzałam nie pewnie na Ashleya.
-Będzie dobrze mała, oni są spoko.-Podniósł rękę i pomiział mnie po głowie, wypuściłam głośno powietrze i otworzyłam drzwi. Starałam sie wysiąść z "gracja" ale Ash mnie wypchnął i wydał się "czeeeeeeeść".
  Posłałam mu mordercze spojrzenie a ten się uśmiechnął jak gdyby nigdy nic. Podeszliśmy do nich wytarłam ręce o spodnie   i powiedziałam:
-Hej jestem Caroline ale mówcie mi Caro....

                                                                               
Tadam!!!
Jest i drugi rozdział :3 Jak się podoba? Domyśliliście się że to Ashley? Strasznie dużo było pana Purdy'ego :3
Pozdrawiamy Insidious Nightmare i Yumeka ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz