poniedziałek, 21 grudnia 2015

Chapter nine

Perspective Caroline 
Dzien 6
Siedziałam na kanapie i próbowałam ignorować dwa głosy, które co chwile się darły na siebie. Ponieważ siedzimy jak wcześniej wspominałam na kanapie, a dokładnie to ja w środku bo od mojej lewej siedział Ash, a po prawej Andy. Przez cały dzień się o coś kłóca,  myślałam że uda mi się ich uciszyć rozsadzając ich tak że siedziałam pomiędzy nimi jednak chyba to nie pomogło. Oboje darli, mi się do ucha nie zważając już na to że od tego boli mnie głowa.
-Zamknijcie się w końcu! - wstałam gwałtownie z kanapy, a ci dwaj idioci spojrzeli na mnie jak na wariatkę.
-Boziu Caroline nie wiedziałem, że masz takie nagłe napady furii - powiedział niewinnie Andy.
-Wiesz mamy chyba melisę, chcesz to mogę zrobić ci na uspokojenie - zapytał przejęty Ashley, a ja myślałam, że zaraz wyjdę z siebie i stanę obok. Ci dwaj udają czy na serio robią z siebie kretynów?
-I wy macie jeszcze czelność pytać o to?! To przez was jestem jak chodzący wulkan! Cały dzień drzecie te mordy, non stop! Jak was gardła mogą nie boleć?! Uspokójcie się w końcu bo mam was serdecznie dość - po tych słowach wściekła poszłam do siebie. Zanim zdążyłam wejść po schodach zdążyłam usłyszeć kolejna kłótnie tym razem, że to albo przez jednego albo drugiego jestem zła. Pokręciłam z politowaniem głową i weszłam do swojego pokoju.  Upewniłam się że drzwi są zamknięte i położyłam się na łózko. Przez pierwsze 10 minut było okej, jednak później zaczęło mi się nudzić a co idzie z tym? Zaczęłam się kręcić po łózko nie mogąc sobie znaleźć miejsca, w końcu położyłam się prosto i skupiłam swoja uwagę na suficie. Niespodziewanie usłyszałam drapanie o drzwi. Zdziwiona zczołgałam się z łózka i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je ale nikogo nie zastałam, kiedy już miałam je zamykać usłyszałam głośne miauknięcie dzięki czemu spojrzałam na dół gdzie siedział Crow machając ogonem. Kiedy zorientował się, że na niego patrze zaczął łasic się do moich nóg. Kucnęłam i zaczęłam głaskać kota, któremu wyraźnie to sprawiało przyjemność ponieważ cicho mruczał. Postanowiłam wziąć go na ręce, odwróciłam się tyłem do drzwi i zamknęłam je stopą, a sama udałam się na łózko. Postawiłam tam kota który od razu spojrzał na mnie wyczekująco żebym dalej kontynuowała pieszczoty. Zaśmiałam się cicho i usiadłam przez co materac zagiął się pod moim ciężarem. Położyłam się wygodnie co nie obyło się bez zniecierpliwionego miauknięcia ze strony kota Biersacka. Głaskałam go spokojnie i przy okazji przeglądałam Instagrama, odkąd wrzuciłam tamto zdjęcie z chłopakami przybyło mi sporo obserwatorów.
-A ty jak uważasz Crow? ładne jest to zdjęcie? - pokazałam kotu zdjęcie na którym się uśmiecham. Zrobiłam je wczoraj rano i nie mogłam się zdecydował czy dać je na instagrama czy nie.
Intensywnie myślałam i nawet nie zauważyłam kiedy moje powieki się zamknęły.
Xxx
~Mrrrr~ poczułam jak coś puszystego ociera się o moją szyje. Przetarłam zaspane oczy i zobaczyłam kota, któremu ewidentnie się nudzi.
-Crooow - powiedziałam przeciągle - Daj mi jeszcze pospać..
Jak na zawołanie usłyszałam wrzaski dobiegające z dołu.
-No to już sobie pospałam...- mruknęłam pod nosem, odwróciłam się na brzuch i stykałam się z moim małym przyjacielem nosami. Zwierzak polizał mnie po nosie przy czym wydał ciche miauknięcie. Zachichotałam cicho, przeniosłam wzrok na szafeczkę nocna ,gdzie leżał mój telefon. Nawet nie wiem kiedy go tam położyłam. Wyciągnęłam po niego lekko zdrętwiała rękę i sprawdziłam godzinę. 
18;42, nie jest najgorzej... Może wytrzymam jeszcze w swoim pokoju? Nie uśmiecha mi się perspektywa tego że miałabym tam zejść i słuchać po raz kolejny tego dnia ich kłótni. Postanowiłam obejrzeć jakiś serial wiec sięgnęłam po laptopa. Zaczekałam aż się włączy i wyszukałam nazwę jednego z moich ulubionych serialów czyli The Vampire Diaries. Wyszukałam mój ulubiony sezon, czyli czwarty i zaczęłam oglądać przy okazji komentując prawie każdą scenę. Gdyby ktoś teraz mnie zobaczył pomyślałby, że jestem wariatką gadając do kota.
-Boziuuu! Crow, widzisz jaki Damon jest seksowny?- spojrzałam na kota który najwyraźniej był nie zainteresowany uroda starszego z braci Salvatore - Nie to nie... nie będę się do ciebie odzywać!
Wystawiłam mu język w geście obrazy jednak zaraz po tym zaśmiałam się na swoje idiotyczne zachowanie. Wróciłam do oglądania scen gdzie Damon tańczy z Elena zaraz po wyborach Miss Misticfalls, którą w tym roku tylko pomagała kandydatkom. Zaczęłam piszczeć jak mała dziewczynka kiedy starszy Salvatore pocałował Elene. Tak w końcu spędziłam kolejne 3 godziny dzięki czemu obejrzałam prawie pięć odcinków. 
Kiedy usłyszałam burczenie w moim brzuchu starałam się to zignorować jednak mój organizm nie dawał za wygrana. Zirytowana odłożyłam laptopa i kota który leżał na moich nogach. Podeszłam do drzwi i je otworzyłam, poczułam lekki powiew wiatru. Najprawdopodobniej otworzyli u góry drzwi balkonowe i zapomnieli ich zamknąć. Zamiast do lodówki skierowałam się na drugie piętro żeby zamknąć okno. Kiedy już tam byłam poczułam jeszcze większy przeciąg jednak wszystkie okna były pozamykane. Zdziwiona poszłam do kuchni i wyjęłam szklankę żeby nalać sobie trochę wody.  Odwróciłam się na piecie i już miałam wyjść gdyby nie to ze nasz kochany Ronnie złapał mnie za kołnierzyk i pociągnął z powrotem w głąb kuchni. Posłałam mu zniecierpliwione spojrzenie.
-Nic nie będziesz jeść? - spytał w końcu.
-Nie jestem jakoś specjalnie głodna.
-Co dzisiaj jadłaś oprócz śniadania?- już miałam wymyślić jakieś kłamstwo ale Radke mnie wyprzedził - Nic. Nie próbuj kłamać bo nie umiesz, a teraz siadaj ładnie a ja zrobię nam kolacje.
Miałam zamiar go olać i wyjść gdyby nie to, że wziął mnie na ręce i posadził na blacie kuchennym. Zirytowana jak i zawstydzona taka bliskością z nim nie próbowałam się już ruszać ani uciekać. 
-Jesz mięso? - pokiwałam głową i zainteresowałam się swoimi nogami, które w jednej chwili stały się strasznie ciekawe - Crow jest u ciebie prawda? Biersack prawie zwariował kiedy nie mógł go znaleźć. Na początku chciał nawet zadzwonić na policje żeby zaczęli go szukać ale Jinxx mu odradził tego idiotycznego pomysłu i wyzwał od kretynów i idiotów. Po rozmowie z Fergusonem poszedł do Ashleya i zaczął go oskarżać o to, że nie ma własnego kota i sprzedał Crow'a bo był zazdrosny... i w ten oto sposób nowa kłótnia gotowa.
Kiedy miałam mu już powiedzieć coś na temat Crow'a usłyszałam jak znów ktoś się wydziera. Nie, żeby coś ale ponownie był to Ashley i Andy, którzy zeszli z piętra.
-Nie no mam dość... - powiedziałam pod nosem.
Ronnie popatrzył na mnie kręcąc głową i wywracając oczami na zachowanie chłopaków. Zeskoczyłam z blatu i stanęłam na przejściu między kuchnią a salonem. Szkoda, że nie słyszałam początku kłótni bo to było naprawdę bardzo ciekawe.
-Po jaką cholerę wtedy spałeś u Caro w pokoju?! - darł się Ash.
-Nie twój interes! - krzyknął Andy, trzymając już kota na rękach.
-Co zabujałeś się w niej czy jaki chuj?! Masz kurwa swój pokój i swoje łóżko tam powinieneś spać!!!
-A więc o to ci chodzi?! - wydarł się kładąc kota na kanapie.
-O co niby?! - kontynuowali nawet mnie nie zauważając.
-Dlatego cały czas masz do mnie o coś pretensje, bo byłem jedną noc u Caro?!
-NIE! Tylko zastanawia mnie to po jaki chuj tam byłeś!
-Prosiła to zostałem, nie musisz wszystkiego wiedzieć!!!
-Jasne pewnie myślisz, że na ciebie poleci jak będziesz taki milutki i uczynny! Patrzcie jestem Andy, śpiewam w znanym zespole, jestem zajebiście przystojny i miły, idziesz się bzykać?! - wymachiwał rękami we wszystkie strony próbując sparodiować Andy'ego.
-Patrzcie jestem Ash jestem basistą w znanym zespole i jestem zazdrosny o Caroline! - to samo zrobił nasz kochany wokalista tylko, że parodiował Ashley'a.
-STOOOPPP!!!! - wydarłam się, przez co oboje nagle się zamknęli i popatrzyli w moim kierunku - mam dość waszych ciągłych kłótni!! Codziennie jedna kłótnia? Da się jeszcze wytrzymać.. ale dzisiaj przeginacie!! Zrozumcie to w końcu!! Więc błagam was uszanujcie innych i przestańcie drzeć mordy bo wszyscy mają was dość!!
Gdy skończyłam wściekła wyszłam przed dom i usiadłam na schodkach, aby w końcu móc odetchnąć. Po kilku minutach przed dom wyszedł także Ronnie z gotowymi kanapkami.
-Proszę - wręczył mi kanapkę z szynką, serem i pomidorem.
-Dzięki - uśmiechnęłam się wdzięcznie.
Radke usiadł obok mnie i w ciszy zjedliśmy naszą kolację.
-Dobra młoda, ja spadam - wstał i sprawdził na telefonie która jest godzina.
-Gdzie lecisz? - zapytałam.
-Umówiłem się ze znajomymi na piwo.
-Rooooooooonnie... weź mnie ze sobą, proszęę - zrobiłam oczy jak kota ze shreka - ja z nimi zwariuje.
-Powodzenia.-poklepał mnie po ramieniu i mnie wyminął.
-Ronaldzie Joseph'ie Radke! Nie waż się do cholery mnie z nimi zostawić. Poczekaj 20 minut i będę gotowa.-Nie dając mu czasu na odpowiedz pobiegłam na górę żeby się przebrać. Wlatując do swojego pokoju od razu dorwałam się do szafy. W pośpiechu wywaliłam większą część ciuchów na podłogę. Przegrzebałam wszystko aż do dna.
-Co ja mam do cholery jasnej na siebie włożyć - złapałam się w pasie i założyłam kosmyk włosów za ucho.
Nagle w oczy rzuciła mi się spódniczka w czarno-białe paski.
Szybko wpadłam na pomysł jaką bluzkę ubrać. Przekopywałam więc ciuchy w poszukiwaniu mojego czarnego topu bez ramiączek. Gdy go znalazłam szybko się przebrałam i poszłam do łazienki w celu zrobienia szybkiego mejkapu. Podkreśliłam brwi brązowym cieniem, rzęsy zaś czarną maskarą, namalowałam cienką czarną kreskę na powiece, usta pomalowałam bezbarwnym błyszczykiem, a na koniec policzki potraktowałam odrobiną bronzera. Gotowa złapałam za ramoneskę, która leżała na podłodze wśród moich ciuchów i sztyblety na grubym obcasie, które stały obok szafy. Szybko włożyłam ostatnie części garderoby i zeszłam na dół do Ronalda.
Kiedy stanęłam już na parterze oczy Radke dokładnie mnie zilustrowały. Założył ręce na piersi i zrobił kwaśną minę.
-Nie wiem czy mogę cie zabrać - zrobiłam wielkie oczy i już czułam jak resztki gniewu już przygasają. Nie mam już nawet siły się z nim kłócić - W tym stroju, każdy będzie chciał cie przelecieć.
Podeszłam do niego i walnęłam go w ramie żartobliwie, a ten uniósł ręce do góry i próbował zamaskować uśmiech. Kiedy go wyprzedziłam poczułam zimne dłonie na moim odkrytym brzuchu. Pisnęłam i zaraz poczułam, że moje nogi odrywają się od ziemi i wiruje razem z Radke. Moje serce szybko bilo a paznokcie automatycznie wbiły się w materiał jego skórzanej kurtki. Kiedy mnie odstawił w mojej głowie niebezpiecznie się kręciło.
-Uzgodnijmy jedno. Jesteś kompletnym idiota - powiedziawszy to, wyszłam z domu - jedziemy autem czy taksówką?
-Taksówką mam zamiar się dzisiaj napić, a nie pic wodę - zmarszczył nos w zabawny sposób. Stanęliśmy na chodniku i w tym samym momencie podjechała taksówka. Ronnie otworzył przede mną drzwi i zaczekał aż wejdę po to by wsiąść zaraz za mną. Podał kierowcy adres i po tym zagłębił się w rozmowę ze starszym mężczyzną. Oglądałam mijane przez nas widoki Los Angeles nocą. Ta dzielnica jest zdecydowanie najładniejszą jaka w życiu widziałam. Zwróciłam uwagę na to ze Radke ściska mocno rękę w pieść na swoim kolanie ale jego twarz dalej pozostaje uśmiechnięta. Postanowiłam posłuchać o czym rozmawiają i dlaczego brunet jest taki zły.
-Bo widzi pan dzieciaki w tych czasach chcą się tylko upić i móc wciągnąć prochy, a co dopiero takie gwiazdeczki, które maja od cholery pieniędzy. Oni pewnie cały czas chodzą na haju, bo uważają że skoro maja kasę to są bezkarni. Ale to nie prawda, policja powinna wsadzić ich do kicia na co najmniej 15 lat - spojrzałam znowu na jego dłoń gdzie widać było pobladłe knykcie a zaraz na jego twarz gdzie widać było oazę spokoju która była tylko i wyłącznie maską.
-Zna pan te "gwiazdeczki"? Wie pan czemu to robią? Może nie mają tak lekko jak by pan przypuszczał. Możliwe nawet że nie radzą sobie i robią to po to żeby zapomnieć o tym że ich życie nie jest takie idealne jak panu się wydaje. Nie można kogoś oceniać po tym co robi nie znając go. To będzie niesprawiedliwe ocenienie tej osoby, po za tym to jej interes, a nie pana - na końcu posłałam mu wymuszony uśmiech. Spojrzałam na bruneta i położyłam swoją dłoń na jego dłoni żeby go trochę uspokoić. Spojrzałam na jego twarz na, której teraz malowało się zdziwienie jak i ulga oraz wdzięczność. Poruszył usta tak jak by chciał powiedzieć dziękuje. Kiwnęłam prawie niezauważalnie głową i się uśmiechnęłam. Oparłam głowę o jego ramie i patrzyłam na drogę. Wszyscy gdzieś się spieszą, nie maja nawet czasu zatrzymać się i dostrzec piękno, które ich otacza. Pokręciłam głową smutna, w aucie panowała dziwna cisza, której nikt nie chciał przerwać. Nagle taksówkarz się zatrzymał przy małym barze, mój towarzysz zapłacił mężczyźnie i zaraz wyszliśmy. Zilustrowałam bar, do którego przyjechaliśmy, na zewnątrz był czarny z dużymi oknami. Podeszłam do drzwi żeby je otworzyć jednak wokalista mnie wyprzedził przy okazji sprzedając mi swój uśmiech. Pokręciłam rozbawiona głową ale nic nie powiedziałam tylko weszłam do środka gdzie można było wyczuć mocny zapach alkoholu i dymu nikotynowego. Spojrzałam na brązowookiego, który kogoś szukał, kiedy już znalazł ową osobę pociągnął mnie do stolika gdzie siedziała dwójka ludzi. Dopiero po chwili zorientowałam się kto to jest, a moje oczy mimowolnie się rozszerzyły. Przed nami siedzieli Ashley Costello i Chris Motionless.
- Siema - przywitał się z chłopakiem podając mu dłoń, a do Ash podszedł i złożył szybki całus w policzek - Poznajcie Caroline, to o niej wam opowiadałem.
Zanim zdąrzyłam coś powiedzieć zostałam zamknięta w szczelnym uścisku Costello.  Lekko speszona również ja przytuliłam.
-Hej jestem Ashley ale pewnie mnie już znasz skoro słuchasz Ronnie'go i Biersacka - powiedziała szybko z uśmiechem na ustach, odwzajemniłam ten gest i zilustrowałam to w co była ubrana. Biała luźna sukienka z czarnym kołnierzykiem i z czarnymi napisami, czarne zakolanówki, a do tego czarne botki na grubym obcasie ze skrzydłami nietoperza po bokach.
-Jestem Chris, milo mi cie poznać. - powiedział niskim głosem i pocałował mnie w dłoń.
Kompletnie zbita z tropu tylko się uśmiechnęłam, także i jego ilustrując. Czarna koszulka z nadrukiem kości, tego samego koloru skórzane spodnie, z paskiem luźno wiszącym, na jego chudych biodrach.  Wykończeniem były creepersy i skórzana kurtka ze stożkowymi ćwiekami. Usiedliśmy na naszych miejscach i zaczęliśmy rozmawiać, byłam pewna że nie będę umiała z nimi rozmawiać a okazało się ze doskonale się rozumiemy.
-To co może się napijemy czegoś mocniejszego?- spytał Chris, patrząc po kolei na nas.
Ash wzruszyła ramionami, Ronnie stwierdził że jemu to obojętne -To co młoda? Pijesz z nami?
Zanim zdążyłam odpowiedzieć Radke mnie wyprzedził.
-Wiesz nie jestem pewien... ona jest dosyć młoda nie demoralizujmy jej.
-Kurwa Radke jak chce pić to się odpierdol od niej - warknęła Ashley, na co brunet uniósł ręce w geście rezygnacji  - no i kurwa zajebiście.
Costello zamówiła 12 kieliszków tequili i przy okazji opieprzyła barmana, że patrzył mi w dekolt.  Coś czuje, że mogę się z nią zaprzyjaźnić.
-Może zamienimy się miejscem żebyś mogła koło niej usiąść ? - prychnął ironicznie mój towarzysz.
-Wiesz to chyba najmądrzejsze co dzisiaj powiedziałeś - uśmiechnęła się i podniosła ze swojego miejsca.
-Ale ja żartowałem  - kolorowo włosa wzruszyła ramionami i wskazał palcem żeby wstał. Chłopak z głośnym westchnieniem wstał i usiadł przy Motionless'ie co nie obyło się bez jego głównego śmiechu.
-Stary musisz nauczyć się jak się jej postawić - wydukał przez napady śmiechu. Dziewczyna usiadła zaraz obok mnie i zaczęłyśmy rozmawiać dopóki nie przyszły nasze kieliszki z alkoholem.
________________________________________________________________________
No i w końcu jest! Co sądzicie, o kłótniach Ashley'a i Andy'ego? O paranoi Biersacka na punkcie jego kota? XD I najważniejsze, co uważacie o zachowaniu Chrisa i Ashley? Miło widziane komentarze :3  Do zobaczenia♡☆



środa, 2 grudnia 2015

Chapter eight

Perspective Caroline
dzień 5
-Andy!Nie! Andy! -zaczelam płakać i nagle.....
Się obudziłam, to był tylko sen zaczęłam ciężko oddychać. Rozejrzałam się po pokoju i ujrzałam Andy'ego siedzącego na fotelu, ze wzrokiem wlepionym we mnie - Co ty tu kurwa robisz? -zaczęłam krzyczeć.
-Szedłem na górę do pokoju i usłyszałem jak krzyczysz moje imię - poruszył znacząco brwiami.
Rzuciłam w niego poduszką zażenowana zaistniała sytuacja.
-Wiesz... Zawsze mogę sprawić, że będziesz krzyczeć moje imię w innej sytuacji - uśmiechnął się zadziornie, odwróciłam wzrok - więc... Co ci się śniło?
-Nic...
Zrezygnowany podniósł się, postawił kubek na szafce i usiadł kolo mnie.
-Co ty robisz? -zapytałam speszona.
-Poczekam aż uśniesz, a teraz opowiadaj mi o tym śnie - posunął mnie i kiedy wygodnie się ułożył poklepał miejsce obok siebie.
-Nie, nie położę się obok ciebie!
-Caro!Nie zachowuj się jak dziecko - zaśmiał się głośno, urażona położyłam się obok. Nastała chwila ciszy ,gdzie było słychać tylko nasze równomierne oddechy.
-Wiec, opowiesz mi i tym śnie? - odwrócił głowę w moją stronę.
-Nie będziesz się śmiać? - pokręcił przecząco głowa- śniło mi się, że byłam w jakimś ciemnym magazynie. Byłam przywiązana do krzesła i znikąd  pojawił się mężczyzna. On.. On...- mój głos się załamał.- on mnie dotykał... Ja go prosiłam i błagałam a on dalej do robił. Nagle pojawiłeś się się ty, uderzyłeś go i się wywalił. Kiedy ty już do mnie podchodziłeś on szybko wstał i wyjął broń.... no i strzelił do ciebie.
-Oj.... Nie przejmuj się - przyciągnął mnie do swojego boku i przytulił. Tym razem nie protestowałam - jestem tu i jak widzisz żyje.
-Tak,  masz rację żyjesz, a ty dlaczego nie spałeś?
Spojrzał na mnie i się uśmiechnął, włożył rękę pod głowę.
-Bolało mnie gardło, a mleko z miodem jest całkiem dobre na bolące gardło. Głupio by było nie być już na drugiej lekcji, co nie? -zapytał a ja się cicho zaśmiałam.
-Idziemy spać? - zapytałam cicho.
-Mam zostać? Myślałem, że będziesz wolała żebym wyszedł.
-Nie... Zostań... Nie chce mieć koszmarów, będziesz dzisiaj moim łapaczem snów.
Xxx
Obudził mnie głośny krzyk. Podniosłam się na łokciu i przetarłam zaspane oczy.
-Co ty tu robisz pedale!? -wykrzyknął Ash.
-Jaki kurwa pedale?! Po za tym nie musisz wszystkiego wiedzieć - Andy odwrócił się do niego tyłem i przykrył się kołdrą. Wkurwiony Purdy podszedł do łóżka i zrzucił kołdrę.
-Co kurwa?! - krzyknął Biersack, basista złapał go za kostkę i wyciągnął z łóżka. Zaczął go ciągnąć po ziemi a wokalista wyzywał go i wierzgał, na marne.
-Carolinuś! Leć się ubrać i zaraz schodzimy na śniadanie! - krzyknął kiedy był już na korytarzu -Biersack pedale ogarnij dupę i nie wierzgaj!
-Odpierdol się ode mnie kretynie!
Westchnęłam cicho i podniosłam się z łóżka. Zgarnęłam ręcznik i weszłam do łazienki w celu umycia się. Pozbyłam się piżamy i weszłam pod strumień wody. Namydliłam ciało, następnie spłukując mydliny, później włosy szamponem cynamonowym. Ta sama procedura z odżywką. Wyszłam spod prysznica i owinęłam się ręcznikiem. Weszłam do pokoju i zaczęłam szukać ubrań. Zdecydowałam się założyć Krótkie jeansowe spodenki do tego szara bluza croop i białe superstary z czarnymi dodatkami. Wróciłam do łazienki i zaczęłam suszyć włosy kiedy już się z tym uporałam zajęłam się zębami. Na końcu makijaż, czyli podkład, tusz do rzęs,  kreski i maskara. Wzięłam jeszcze tylko swoją pomadkę z Eos'a  o smaku malin i pomalowałam nią usta. Kiedy wyszłam z łazienki zobaczyłam Ashley'a siedzącego na moim łóżku, wzięłam telefon z szafki nocnej.
-Idziemy? - zapytałam bruneta, a ten tylko pokiwał głową i podszedł do drzwi żeby otworzyć je przede mną i przepuścił mnie - Dziękuję.
Xxx
Po śniadaniu poszliśmy na lekcje śpiewu. Usiadłam na sofie a tuż obok mnie usiadł Ashley.
-Co rano u ciebie robił Biersack? - spytał tak jakby od niechcenia.
-Miałam koszmary... Okazało się, że krzyczałam jego imię. On nie spał bo wracał z kuchni i tak jakoś wyszło, że słyszał. Poprosiłam żeby został bo bałam się, że znowu je będę mieć - wzruszyłam ramionami. Nie wiem czemu Andy robił z tego taka tajemnice.
-Aha - spojrzałam na niego rozdrażniona, nie lubię gdy ktoś odpowiada mi "aha" , "mhm" itp. To jest jak lekceważenie.
-Dobra! Zaśpiewasz dzisiaj "Rebel love song" i "Born to lead" - Ronnie podszedł do mnie i wręczył mi tekst piosenki. Zaśmiałam się cicho, a Andy posłał mi zdziwione spojrzenie.
-No bo ja znam tekst tej piosenki na pamieć.
-No tak... w sumie co się dziwić. W końcu jesteś nasza fanka - Biersack podrapał się po głowie.
-A "Born to lead" nie znasz na pamieć? - Radke posłał mi minę zbitego szczeniaka.
-Oj Ronnie... znam ale nie tak dobrze jak ta druga - podeszłam do niego i go przytuliłam. Objął mnie ręka a druga uniósł w gore. . Katem oka zauważyłam, że się szczerzy i pokazuje im środkowy palec. Dźgnęłam go w żebra.
-Jesteś idiotą - odsunęłam się od niego - Zaczynamy?
Xxx
Kiedy skończyliśmy strasznie bolało mnie gardło.
-Andy? - brunet spojrzał na mnie - Zrobiłbyś mi to mleko z miodem?
-Teraz już wiesz co ja z Ronnie'm czujemy po koncertach.
Wstałam razem z Biersack'iem i ruszyliśmy do kuchni. Usiadłam przy stole, a chłopak zaczął robić owy napój. Siedziałam cicho, bo nie wiedziałam co powiedzieć.
-Fajnie dzisiaj śpiewałaś - zaczął rozmowę, podając mi mleko i usiadł kolo mnie.
-Dzięki... - powiedziałam, uśmiechając się milo. Upiłam łyka mleka, poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam telefon z kieszeni odczytałam wiadomość od Emily, która właśnie chciała pogadać na Skypie - Andy ja idę bo Em chce pogadać. Dzięki za mleko.
Podniosłam się z krzesełka razem ze szklanka i wyszłam. W drzwiach minęłam się z Ashley'em i Rayanem.
-Pozdrów ją od nas - rzucił za mną Ryan.
-Pozdrowię.
-------
Tadam xdd Rozdział już jest ^^ Wiem ze jest krótki oraz nudny... no ale jest xddd
Zachęcam jednak do komentowania bo to daje na prawdę dużą motywację ;3 Miłego czytania misie ♥
Do nastepnego ♡♥


czwartek, 12 listopada 2015

Chapter seven

Caroline POV
Dzień 5
Jestem w jakimś pomieszczeniu. Siedzę na krześle. Jestem związana. Co?!
Nagle widzę jakąś postać, która idzie w moim kierunku. Gdzie ja jestem?! 
-O, widzę że maleńka się ocknęła...-usłyszałam męski głos.
-Gdzie jestem? Kim ty jesteś? -zaczęłam krzyczeć i się wiercić.
-Chciałabyś wiedzieć, prawda? - mówił, a ja zauważyłam lekki uśmiech na jego twarzy. Wyciągnął rękę w moja stronę, poczułam jego dotyk na moim ciele.
-Nie... Nie dotykaj mnie.-załkałam.
-Mogę robić z tobą, co mi się podoba, maleńka.- szepnął i uśmiechnął się jeszcze szerzej.-Teraz będziesz robiła co ci rozkaże.
-Kurwa,  nawet jej nie dotykaj! - Usłyszałam znajomy mi głos. Po chwili ujrzałam Andy'ego - Łapy Kurwa precz!
Porywacz odwrócił się i zaczął wolno iść w jego kierunku. Gdy doszedł dostał w twarz od Biersacka. Siła uderzenia musiała być naprawdę spora bo mężczyzna upadł na plecy. Zaczął się powoli podnosić, zauważyłam, że zza paska wyjmuje pistolet
-Andy, on ma pistolet!!!
Brunet spojrzał na niego lekko przestraszony. Porywacz uśmiechnął się ukazując przy tym krzywe zęby, wymierzyć broń w jego stronę.
-Jakieś ostatnie słowo,  bohaterze? -zakpił.
-Caro,  kocham cię...
W tym momencie padł strzał. A ciało Biersack'a padło bezwładnie na ziemię.
-Andy! Nie! Andy!-zaczęłam płakać i nagle....
---
Heeey :3
Co sądzicie o takim obrocie spraw?  Dlaczego Caro została porwana?  Czy Andy naprawdę nie żyję? 
Dzisiaj rozdzial krótszy ale następny będzie już normalny :3 Do następnego ♥

niedziela, 1 listopada 2015

Chapter six

Perspective Ashley
Jasne światło świeciło mi w oczy uniemożliwiając dalszy sen. Otworzyłem oczy poprzednio zastawiając je ręką by słońce tak mnie nie oślepiało i rozejrzałem się po swoim pokoju. Chwila. To nie mój pokój w moim nie ma kwiatków na oknie ani białego fotela. Spojrzałem jeszcze w stronę światła i momentalnie się skrzywiłem, no tak kac... podniosłem się z łóżka i przeciągnąłem, zerknąłem na szafkę gdzie był zegarek. Była 10:20 a o 11;00 mieliśmy mieć lekcje z Caroline. Strzeliłem sobie z otwartej dłoni w czoło, jestem idiotą. Przecież to oczywiste, że to jej pokój w końcu sam pomagałem wybrać ten pieprzony fotel i łóżko ale chwila...gdzie jest Caro?
Otworzyłem drzwi do łazienki ale tam też jej nie było wzruszyłem ramionami i wyszedłem z jej pokoju. Ruszyłem w stronę mojego królestwa po drodze mijając pokoje innych, zatrzymałem się przy pokoju CC'ego i mimowolnie się skrzywiłem. Za jego drzwiami było słychać jęki i skrzypiące łóżko, no okej rozumiem niech się chłopak zabawi ale do kurwy nędzy niech robi to w nocy. I nie przeszkadzały by mi te jęki gdyby ta laska była pode mną, a nie po nim lub na nim... whatever. Wsadziłem ręce do tylnich kieszeni i skierowałem się do wyznaczonego przez siebie celu, otworzyłem drzwi a moim oczom ukazała się śpiąca Caro. Aż po szyje przykryta czarno-białą kołdra, wyglądała strasznie niewinnie. Nie będę jej budził pójdę się umyć, jak najciszej wyjąłem ubrania i skierowałem się do łazienki. Odkręciłem wodę, czekając aż ta zimna zleci, a w miedzy czasie się rozebrałem. Włożyłem rękę pod wodę żeby sprawdzić czy już jest dobra, a kiedy poczułem, że jest idealna wszedłem pod strumień. Zamoczyłem włosy by zaraz móc je umyć szamponem, a następnie odżywką. Kiedy spłukałem  już produkty do włosów przyszła kolej namydlić całe ciało. Odświeżony wyszedłem z kabiny i zacząłem się wycierać. Na razie owinąłem ręcznik nisko na biodrach i podszedłem do lusterka i umywalki by się ogolić i umyć zęby. Wyciągnąłem  swoja czarna szczoteczkę i nałożyłem na nią pastę uprzednio ja przepłukując i zacząłem szczotkować zęby. Wyplułem pastę i wziąłem wodę żeby wypukać usta, teraz muszę się ogolić... nałożyłem piankę do golenia na twarz i zacząłem się golić maszynka. Nachyliłem głowę żeby spłukać resztki pianki i zaraz wytarłem twarz. Odwróciłem się w stronę swoich wcześniej przygotowanych ubrań, czyli : koszulki z nadrukiem liczby 69, podarte spodnie w kilku miejscach, kowbojek i snapback'a.
Zakładałem własnie koszulkę kiedy drzwi od łazienki się otworzyły, a ja momentalnie spojrzałem na swoje czarne bokserki z jednorożcami, to był chyba zły wybór...Zażenowany spojrzałem na osobę, która mi się kurwa wpierdoliła do łazienki, a mianowicie Caroline, która własnie ma policzki bardziej czerwone niż pomidory.
-Dzięki że pukasz... wiesz gdybyś poprosiła pokazał bym ci się w bokserkach. Może akurat nie w tych ale pokazał bym ci się. Może i nawet więcej bym ci pokazał..- poruszałem znacząco brwiami, a ona spaliła jeszcze większego buraka o ile to jeszcze możliwe.
Zilustrowałem ją od góry do dołu i muszę przyznać... wygląda całkiem seksownie, ma na sobie krótkie spodenki na prawdę krótkie, podkreślające jej zgrabne pośladki i do tego koszulka z naszym logiem. Odwróciła się na pięcie i wyszła zamykając za sobą drzwi - jeśli chciałaś to mogłaś zostać! Ja cię nie wyganiałem! Pamiętaj zawsze możemy to powtórzyć!
Założyłem resztę garderoby i wszedłem do pokoju i zauważyłem, że brunetka w pospiechu bierze swoje rzeczy i wychodzi.
-Pamiętaj, ze o 11:00 mamy lekcje!- krzyknąłem za nią, kątem oka spojrzałem na zegarek, była 10:40 ciekawe czy z tym wszystkim się wyrobi.  Położyłem się na łózko nie trudząc się by ściągnąć buty i założyłem ręce za głowę, przymykając przy tym oczy. Nawet nie wiem kiedy usnąłem.
xxx
Otworzyłem oczy i leniwie szukałem telefonu, który natarczywie dzwonił.
-Haloo? - przetarłem ręka twarz.
-GDZIE DO TY CHOLERY JESTEŚ?! - wydarł się na mnie Andy, spojrzałem na godzinę, 11:30.
-O kurwa! Zaraz będę! - wstałem i szybko pokonałem drogę do schodów, a potem schody co z tego ze prawie się wyjebałem na ryj? To się wytnie... Zdyszany otworzyłem drzwi do naszego mini studia i wpadłem na Ronnie'go który siedział na ziemi przez co zrobiłem fikołka w powietrzu i runąłem na ziemie.
-O kurwa...- jęknąłem przeciągle, usłyszałem śmiech więc podniosłem obolała rękę i pokazałem im środkowy palec.
-To się nazywa karma. Spóźniłeś się więc karma sprawiła, że się wyjebałeś - stwierdził Andy.
-Gówno prawda... gdyby Radke tam nie siedział to bym się nie wyjebał - podniosłem się obolały, wzruszyłem ramionami i strzepałem kurz z ubrań - zaczynamy?
-Czekamy tylko na ciebie! - krzyknęli jednocześnie, a ja wysłałem im całusa w powietrzu.
-Echhh mniejsza, dzisiaj będziesz śpiewać "Done for you". Jest spokojna, a my jesteśmy ciekawi jak ci pójdzie - Andy spojrzał na Carolina a ta pokiwała głową - w takim razie masz tu tekst, na początku zaśpiewamy to razem, a potem kiedy nabierzesz wprawy zaśpiewasz sama. Gotowa?
Brunetka niepewnie pokiwała głową, a Biersack podał mi i Ronnie'mu tekst gdzie było zaznaczone żółtym markerem to gdzie mamy robić jako wokal wspierający lub zaśpiewać.
The best things in life,
Come with a price
The star that burned so bright,
Faded the fastest
You'll always feel it's right,
Even when we end the fight
Welcome home,
Home tonight.
Na początku szlo jej całkiem niezłe, fakt nie trafiła kilka razy w nuty ale tak ogólnie jest dobrze co w sumie Andy pokazuje żywo gestykulując. Teraz pokazuje, że ma zaśpiewać sama, a my mamy być tylko wokalem wspierającym.
Singing oh oh
Welcome home tonight.
Oh oh oh oh
Tonight.
Strasz nie lubię śpiewać wolnych piosenek, a nawet patrzeć jak Andy je śpiewa. Wole kiedy piosenki są żywsze no ale cóż... to Biersack i Radke wybierali wiec nie mam nic do gadania.
Words they don't know how to make amends,
And all they do is push you to the edge
But it's not wasted,
It's all done for you
(Oh, oh oh)
It's all done for you
Oh oh
It's all done for you
(Oh, oh oh)
Kiedy skończyliśmy pan wokalista 1 i pan wokalista 2 zaczęli dzielić się z nią swoimi uwagami, co robiła złe, a co nie. Z ręka na sercu muszę przyznać, nie słuchałem.
-Ashley? Masz jakieś uwagi? - Łał te dwie gaduły dopuściły mnie do słowa mogę być z nich na prawdę dumny. I ten wyczuwalny sarkazm...
-W sumie mam kilka - odwróciłem się do niej przodem - Jak śpiewasz nie zawsze trafiasz w nuty, nie widać tego aż tak bardzo na ale jednak. Kiedy śpiewasz musisz pokazywać fanom, że maja się ciebie nie bać, a kiedy ty śpiewasz wyglądasz na tak skupiona ze aż nie da się tego opisać. Na pewno widziałaś koncert kiedy ta małpa śpiewała.
Pokazałem palcem na Andy'ego, a Caro tylko pokiwała głowa.
-No własnie, wiec wiesz że on skacze po tej scenie i podbiega do fanów i kiedy są solówki coś tam do nich mówi. Jednak jemu nigdy nie schodzi ten banan z twarzy. Tak samo Ronnie kiedy on śpiewa tez bawi się na tej pieprzonej scenie pokazując fanom, że wcale w sumie tak bardzo się nie różnią -brunetka cały czas kiwała głowa.
-Powiedział ten, który zamiast grac na basie skacze więcej ode mnie. Ash no bo proszę cie, mogę się zgodzić, że skacze jak małpa no ale za to ty całkowicie olewasz gitarę i idziesz do fanów ewentualnie poprawiasz włosy... - Andy spojrzał na mnie spod przymrożonych powiek.
-I wcale nie słychać cie bardziej od Biersack'a - Ronnie udawał, że kaszle kiedy to mówił.
-To się wytnie.. po za tym się udzielam.
-Dobra! Chce jeszcze raz zaśpiewać, tym razem od początku sama - Caroline przerwała nam za co w sumie bylem jej wdzięczny, ponieważ zaraz by wynikła z tego kłótnia. Andy włączył podkład jeszcze raz i słuchaliśmy jak śpiewa niekiedy sami się udzielając. Było widać, że stara się uśmiecha i w ogóle ale mnie mimo wszystko to bawiło.
Po trzech godzinach lekcji w końcu skończyliśmy, a w miedzy czasie Caroline zaśpiewała jeszcze "Keep holding on ", a teraz Ronnie zamawiał pizze dla nas wszystkich.
-Caro jutro będziesz znowu miała lekcje śpiewu i tym razem jeszcze gry na basie i akustycznej -odezwał się Andy, po czym się odwrócił do mnie - A... zapomniałem ci powiedzieć jutro masz z nią dwie lekcje. Mianowicie śpiewu i gry na basie no i żebym nie musiał prosić chłopaków nauczysz ją też grać na akustycznej.
-Co?! Czemu kurwa dowiaduje się dopiero teraz?! A możne miałem już na jutro plany? - zbulwersowany zwróciłem się do przyjaciół na co Biersack wzruszył ramionami, a Ronnie mruknął coś w stylu mam to gdzieś - dzięki, jesteście kurwa zajebiści.
-Do usług - uśmiechnął się Radke na co odpowiedziałem prostym pierdol się - z tobą zawsze.
-Kurwa...- złapałem się za głowę i pociągnąłem lekko za włosy, zerknąłem na brunetkę, która stała z boku lekko zmieszana moim wybuchem. Musze jej powiedzieć ze to nie do niej mam te pretensje tylko do tych debili bo mogli mi chociaż powiedzieć - Caro?
-Słucham?
-Nie jestem na ciebie zły, że mamy jutro lekcje, po prostu wkurwiłem się bo ci idioci mogli powiedzieć mi wcześniej...
-No okej... mimo wszystko sorry no bo jednak marnujesz tu swoj czas a moglbys robic cos innego.-Potarła ramie a ja dopiero spojrzałem co ma na sobie.
Czarny croop coś tam z białą koronką , szorty z wysokim stanem w kolorze zgniłego buraka, do tego kapelusz tego samego koloru , czarne botki na obcasie i czarny luźny sweter , do tego jasna torebka i okulary przeciwsłoneczne. Tak sobie myślę... skąd ja do cholery jasnej znam te wszystkie nazwy?! Jakieś botki albo croop coś tam?!
Przebywanie z babami zdecydowanie działa na moją niekorzyść..
-Gdybym nie chciał to bym się nie zgadzał więc nie marudź...- wsadziłem ręce do kieszeni i usiadłem na kanapie.
-Ronnieeeeeee! - usłyszeliśmy głos Jinxx'a- Gościu z pizzą przyjechał daj hajs to ja zapłacę!
-Nieee! Sam odbiorę tą pizzę! - wstał i poszedł do do drzwi w miedzy czasie wyjmując portfel i sprawdzając ile ma w nim pieniędzy.
Po pięciu minutach przyszedł z sześcioma pudelkami z pizzą. Położył wszystko na stole i sam rozłożył się wygodnie i zaczął szukać pudełka z pizzą ze szpinakiem. Spojrzałem na niego podejrzliwie, a on tylko wzruszył ramionami i zaczął konsumować posiłek postanowiłem również spróbować, więc wziąłem kawałek i posmarowałam go ketchupem oraz sosem czosnkowym i wziąłem gryza. Muszę przyznać była zajebista, uradowany kończyłem jeść ale CC, który wygłupiał się z resztą, potknął się o swoje nogi i wyjebał się uderzając ręka o mój łokieć czego efektem było to, że kawałek ciasta z ketchupem, sosem czosnkowym i szpinakiem był na mojej ulubionej białej bluzce. Zajebiście, spojrzałem na tych idiotów, a oni próbowali powstrzymać śmiech i udawać, że nic nie widzieli. Jedynie Caro wyglądała na nie wzruszona.
-Radziłabym ci to zaprać, ponieważ to połączenie będzie trudno zmyć jak się zaschnie - wzruszyła ramionami, a ja po cichu przekląłem chłopców.
Podniosłem się i ruszyłem ku swojemu pokoju żeby zaprać tą koszulkę. Kiedy tylko byłem na górze usłyszałem głośne śmiechy. Zirytowany ściągnąłem ją i wszedłem do łazienki. Włożyłem ją do umywalki, odkręciłem wodę, wsypałem trochę proszku do prania na materiał i zacząłem pocierać plamę. Usłyszałam jak drzwi się otwierają więc spojrzałem na ową osobę, którą okazała się Caroline.
-Odsuń się ... Ja to zrobię - podeszła do mnie i zabrała mi koszulkę - obawiam się, że jeśli bym ci ją zostawiła to mogła by skończyć w kilku kawałkach.
-Ej! Nie oceniaj mnie tak nisko!- poczochrałem ją po włosach na co otrzymałem nienawistne spojrzenie. Uniosłem ręce na znak rezygnaci i usiadłem na wannie - Nie wolałaś zostać na dole i zjeść pizzę?
-Hm... Nie, ten jeden kawałek mi wystarczył. Po za tym jesteś tak nie odpowiedzialny ze bałam się nie tylko o tą koszule - uśmiechnęła się lekko, a ja tylko wzruszyłem ramionami.
-W ogóle to jakim cudem spałem u ciebie? 
-Nie pamiętasz? - pokręciłem przecząco głowa na co brunetka się uśmiechnęła - może i to nawet lepiej, później nie będzie ci tak głupio.
-Ale ja chce wiedzieć!
-A ja chce być Księżniczką, a nie mam nawet korony - wzruszyła ramionami, a ja westchnąłem zirytowany.
-Wiec nic mi nie powiesz? - spróbowalem jeszcze raz, a ona pokręciła przecząco głową.
Musze to jakoś z niej wyciągać... Rozejrzałem się po pomieszczeniu i mój wzrok spoczął na prysznicu i już się szczerzyłem. Udałem, że idę zobaczyć coś po drugiej stronie łazienki i kiedy tylko byłem koło kabiny odwróciłem się szybko i sięgnąłem po słuchawkę i szybko odkręciłem wodę i skierowałem ją na Caro, która zaczęła piszczeć i wyzywać mnie od idiotów itp. Jednak zaraz się otrząsnęła i wzięła szampon i moją piankę do golenia, która zaczęła wypryskiwać w moja stronę.
Drzwi otworzyły się z hukiem, a przed nimi stali Ronnie z Ryan'em.
-Czy wam dwoje kompletnie odpierdoliło? Bo ja chyba już nie wiem - zwrócił się do nas Radke.
-Nie moja wina, że Ashley jest kompletnym idiotą i zaczął mnie lać zimna woda przez co oblał całą łazienkę i SAM  będzie sprzątać - założyła ręce na piersiach i przybrała urażoną minę. Mój wzrok automatycznie przeniósł się na jej ręce, a dokładnie na jej cycki. Musiała się domyślić ponieważ jej policzki przybrały odcień różu, odwróciła się na pięcie i rzuciła moją mokrą koszulką w moją twarz. Ściągnąłem ociekający woda materiał i spojrzałem na nią wkurwiony, a ten debil Ronnie zaczął się ze mnie śmiać.
-Spierdalaj, Radke - warknąłem i wyszedłem z  pomieszczenia. Otworzyłem szafę i wyciągnęłam fioletową koszule w kwiaty.
Zszedłem z powrotem na dół sprawdzić czy zostało coś jeszcze pizzy. Wszyscy przenieśli się do salonu i oglądali Batmana. Mam przez nich już powoli dość tego filmu, ile razy można go oglądać? Wziąłem kawałek pizzy,, tym razem odpuściłem sobie jakiekolwiek sosy. I zacząłem jeść oglądając w ciszy, natomiast reszta czyt. Andy i Caroline zawzięcie komentowali prawie każda scenę.
-Zamkniecie się w końcu? Przez waszą dwójkę nie można oglądać - warknął CC,  tamta dwójka tylko wzruszyła ramionami.
Xxx
Kiedy skończyliśmy oglądać Batmana Jinxx stwierdził, że obejrzymy X-man'a.
Kiedy seans się skończył wstałem żeby rozprostować kości.
-Nie wiem, jak wy ale ja idę do siebie. Zaraz powinna dzwonić Emily - odwrócilem głowę w stronę Caro.
-Kto to Emily? -wyprzedził mnie Vincent.
-Em to moja przyjaciółka jak i współlokatorka . Ja już lecę nie chce żeby miała pretensje, że nie odbieram.
Patrzyliśmy jak wchodzi po schodach i znika u góry.
-Co wy na to żebyśmy poznali tą całą Emily? -zerknęłam po każdym z osobna.
-To dobry pomysł! Poczekajmy jeszcze jakieś 10 min i wbijemy do nich.- ucieszył się Andy.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę omawiając plan co dokładnie zrobimy.
Weszliśmy po cichu na górę kierując się do jej pokoju. Staraliśmy przed drzwiami.
-Kto wchodzi pierwszy? -wszyscy spojrzeli na mnie, westchnąłem cicho - Dobra.
Otworzyłem szybko drzwi i wszedłem.
-HEEEEJ!- reszta wzięła ze mnie przykład i również krzyknęła. Caro zdziwiona siedziała na łóżku patrząc na nas zdziwiona, brunetka którą było widać na ekranie laptopa miała również zdziwioną minę. Usiadłem na łóżku obok dziewczyny spychając ja przy tym biodrem przez co wylądowała na ziemi - Hej jestem Ashley, miło mi cię poznać. Pewnie jesteś Emily, wiesz pogadałbym jeszcze chwilę ale boję się, że Caroline mnie zabije. Albo nie...  Pogadamy jeszcze.
Wstałem szybko biorąc laptopa na ręce i krzyknęłam do chłopaków żeby biegli za mną, a sam rzuciłem się do ucieczki.
-Czyli widzę, że Caro już się zaaklimatyzowała?- zaśmiała się Em.
-Hm można powiedzieć że tak - odwróciłem głowę do Andy'ego, który biegł tuż za mną - Jak daleko jest nasza bohaterka?
-Jeśli chodzi ci o tą małą jędze, która biegnie za nami i mówi jakimi jesteśmy idiotami to jest jeszcze w tyle.
-Dzieny, Em poznaj Andy'ego, on śpiewa w sławnym i najlepszym i w ogóle zajebistym zespole jakim jest Black Veil Brides. Nie zapominając ja jestem tam basistą i pomagam śpiewać więc jestem bardziej zajebisty niż Andy -wskazałem palcem na Biersack'a, który uśmiechnął się szeroko i jej pomachał. Spojrzałem ponad ekran orientując się gdzie dokładnie jestem, byłem na skrzyżowaniu gdzie znajdują się schody na 2 piętro i jest sala do gier.
Andy zamienił się miejscem z roześmianym Jake'm.
-To jest Pitts ale jeśli wolisz imię to to jest Jake.
-Nooo siema.
Znów się zamienili miejscami tym razem z Ryanem, wbiegłem na schody.
-Masz teraz okazję poznać Ryan'a członka zespołu Falling in Reverse, jednak już mniej zajebistym niż mój.
Chłopak posłał mi nienawistne spojrzenie, a do dziewczyny tylko pomachał i puścił oczko. Znowu to samo tylko, że teraz jest Radke.
-Hej laska jestem Ronnie, ty pewnie jesteś Emily. Miło mi cię poznać.
Wbiegłem już na równą powierzchnię i uciekam do końca korytarza czekając aż Caro się doczłapie w miedzy czasie jej przyjaciółka poznała resztę zespołów.
-ASHLEY JESTEŚ KOMPLETNYM IDIOTĄ! I JEŚLI MYŚLISZ ZE DZIĘKI TEMU EM CIE POLUBI TO JESTEŚ W BLEDZIE! - wykrzyczała zdyszana.
-Wiesz Caro chyba już ich polubiłam - odezwała się Emily, Caro wkurzona powstrzymał tupniecie noga.
-Dobra, jeśli chcecie to gadajcie mam to w dupie - założyła ręce na piersi i prychnęła.
-Carolinuś!- Andy podszedł do niej i zaczął ją uspokajać.
-Lizus - Jinxx udawał, że kaszle.
-Słyszałem to - krzyknął Biersack.
Doszliśmy do ugody i wszyscy razem gadaliśmy w salonie. Walker pod koniec rozmowy przestała mieć focha i zaczęła normalnie gadać.

Wiem że długo nie było rozdziałów ;c postaram się  to jakoś Wam wynagrodzić :D
Macie tu link do nowego bloga :D Mam nadzieje że Wam się spodoba ;3 :
http://iwontgiveinbvb.blogspot.com/2015/10/postacie.html


sobota, 10 października 2015

Chapter five

Perspective Caroline
-Chłopcy ogarnijcie się bo o 13 idziemy do wesołego miasteczka!- W ułamku sekundy każdy już się uśmiechał i kierował w stronę wilii.
I wszystko było by idealnie gdyby nie to że jest już 14 a Andy, CC i Ryan nie wiedzą co na siebie założyć i siedzą na środku salonu i jęczą bym im pomogła.
-Serio? Jakoś im nie pomagałam się ubrać a wy?-wzruszyli ramionami.-Dobra chodźcie bo nigdy nie wyjdziemy...
Ci uradowani wstali i prowadzili do swoich pokoi, pierwszy był Ryan.
Weszłam do jego pokoju i w zasadzie zdziwiłam się, ponieważ myślałam, że zastanę tam jakiś syf.. pudełka po pizzy i inne śmieci po rozrzucane po pokoju, a tu jest czysto.. nawet łóżko jest ładnie pościelone.
Podeszłam do szafy z ubraniami i zaczęłam grzebać szukając czegoś co mógłby na siebie założyć. W ostateczności w oczy rzuciła mi się biała koszulka z dekoltem w serek, luźne jeansy opuszczone w kroku w kolorze jasnego jeansu, czarny luźny sweterek i z pułki, która stała obok szafy wyciągnęłam glany.
-No ale jesteś pewna, że mogę tak iść?
-Jak ci się nie podoba to sobie sam coś znajdź, co za problem? - fuknęłam, odwróciłam się na piecie i wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami.
Zaraz obok stał Andy najprawdopodobniej czekając na swoja kolej. Ucieszony wziął mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę swojego pokoju, otworzył drzwi i przepościł pierwsza. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to czarno biały kot, którego widziałam nie raz na zdjęciach - Crow! -podeszłam powoli do łózka żeby go nie spłoszyć uklękłam, a kot sam do mnie podszedł żeby go pogłaskać.
-Crow ty babiarzu! Porwałeś nam Caroline!-Biersack starał się wyglądać poważnie jednak po chwili wybuchnął śmiechem.
-Dobra trzeba cie ubrać, bo najwyraźniej samemu ci się nie chce...
-Słyszałem!
-Bo miałeś słyszeć.
Grzebiąc po szafkach znalazłam czarna koszulkę też z dekoltem w serek, tego samego koloru rurki z dziurami na kolanach i buty również tego koloru z Batmanem.
-O kurwa ale zajebiste!-Wokalista podbiegł do mnie i ujął w ramiona. W ten oto sposób miałam karuzele ponieważ zaczął kręcić się wokół własnej osi.
-Dobra już! Musze iść jeszcze do Christiana!
Odstawił mnie, a ja poszłam za perkusista do jego pokoju. Wyciągnęłam czerwona bluzę ciemne jeansy i czerwone Conversy i tak o to skończyłam ich ubierać. Zeszłam na dół i rzuciłam się na kanapę czekając aż zejdą, zerknęłam po towarzyszach i stwierdziłam ze bardzo podoba mi się strój Ashley'a i Ronnie'go. Ash ubrany był w czarne rurki z dziura na kolanie, czarne kowbojki, białą koszule z podwiniętymi rękawami no ale nie mógł zapomnieć o swojej bluzie z jednorożcem, którą trzymał teraz w ręce. Natomiast Ronnie miał na sobie idealnie czarna koszule z luźno zawiązanym czerwonym krawatem zestaw uzupełnił czarnymi gładkimi rurkami.
-Caro a my jak wyglądamy?- Jacky pokazał ręką na siebie i chłopców, wyciągnęłam rękę i pokazałam kciuka. Gdybym miała przebierać jeszcze ich to na pewno bym zwariowała. Miałam tu przyjechać żeby spędzić miło czas ze swoimi idolami i czegoś się nauczyć,a na razie jestem ich stylistka. Spojrzałam w stronę schodów żeby zobaczyć jak te trzy ciamajdy schodzą. Znowu o coś się kloca. Coraz bardziej nie chce mi się tam iść.
-Jedziemy samochodem czy z buta?- zagadnał Jake.
-No a jak będziesz się chciał napić piwa to co zrobisz? Zostawisz je?- Andy wtrącił swoje cztery grosze.
-No niby tak ale to daleko - marudził Christian.
-W takim razie idziemy na nogach! Ruch dobrze wam zrobi - ucięłam tą idiotyczna wymianę zdań. Wyszliśmy a Jinxx zamknął drzwi. Nagle wszyscy usłyszeliśmy dzwonek przychodzącego sms'a i rzuciliśmy się na swoje telefony, okazało się że to mój.
Nadawca; Emily xx
No hey słońce wbijesz na skype?
Nadawca;ja
Em zadzwonię wieczorem i wszystko wytłumaczę. XX
Schowałam telefon do tylnej kieszeni i zaczęłam wsłuchiwać się w rozmowę miedzy chłopakami którzy rozmawiali o swoim typie dziewczyny.
-A ty Caro jaki masz typ? - spytał Rayan.
-Pewnie lubi niegrzecznych gości - wtrącił się Ronnie poruszając zabawnie brwiami na co się zaśmiałam bo przypomniał mi się tekst jego piosenki.
-Nie ważne czy jest grzeczny czy nie, liczy się to by mnie rozumiał, mogłabym się z nim kłócić o głupoty ale żeby nie brał wszystkiego do siebie. By mnie rozśmieszał lub pocieszał, na pewno nie chciałabym żeby był strasznie poukładany na przykład słuchał by się tylko swojej mamusi i tylko jej zdanie się liczyło bo jest to wkurwiające. To tak jakby był jej marionetka bez własnego zdania to było by nudne i zbyt banalne. Jednak gdyby mnie zdradził sponiewierałabym go z błotem.
Trochę się rozmarzyłam ale gdy się otrząsnęłam zauważyłam że chłopcy patrzą na mnie ze zdziwieniem.  Nie wiem o co im chodzi. W zasadzie nie powiedziałam nic takiego. Popatrzyłam więc na nich ze znakiem zapytania. Niestety nikt nie udzielił mi żadnej odpowiedzi więc pokręciłam głową i odezwałam się.
-Co was tak zdziwiło?
-W zasadzie to ja myślałem że wolisz jakieś romansidło.. Bez kłótni.. Takie wiesz love story. Ewentualnie bad boya - wykrztusił Ash.
-No cóż jak widzisz mam inne upodobania - uśmiechnęłam się i lekko uderzyłam basistę w plecy na co ten również się zaśmiał i zaczął mnie łaskotać.
-ASH DEBILU NIE WYGŁUPIAJ SIĘ!!  IDZIEMY DO TEGO MIASTECZKA WIĘC NIE PRZEDŁUŻAJ DROGI!!!  - krzyknął Andy na co wszyscy stanęli na baczność.
Wszyscy się na siebie popatrzaliśmy z poważnymi minami jednak długo tak nie wytrzymaliśmy i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem i ruszyliśmy w dalsza drogę.
         ***
Kiedy już doszliśmy na miejsce a mianowicie do wesołego miasteczka Jinxx Jake Ryan i Jacky narzekali ze bolą ich nogi.  Na co dostali zjebke od reszty że ich to nie interesuje, podeszłam do kasy by kupić wejściówkę ale Andy mnie wyprzedził.
-Ja ci to zaproponowałem więc ja płace, a ty idź ich na razie popilnuj.-wskazał na chłopców.
-Andy ale ty nie będziesz płacił za mnie! Przez to czuje się niekomfortowo...
-W takim razie mamy układ jeśli ja za ciebie kupie ten bilet to później zrobisz coś dla mnie.
-No dobra...
Podeszłam do nich i od razu zostałam zakatowana pytaniami.
-Na co pójdziemy jako pierwsze?!
-A może najpierw pójdziemy coś zjeść?!
-Albo przejdziemy się i pooglądamy atrakcje ?!
-Na początku chce iść na rollercoaster!-zerknęłam po każdym.-A co do jedzenia to nie chce iść tam na początku  bo boje się ze zwymiotuje później, ale jak chcecie to idźcie.
-Dobry pomysł to kto chce iść na rollercoaster?
Końcem końców tylko ja Andy Ashley Ronnie i CC zdecydowaliśmy się tam iść a z resztą ustaliliśmy, że się później zdzwonimy.
-Caro zapomniałem! - Biersack wziął moja dłoń i założył różową opaskę na rękę z nazwa wesołego miasteczka po wykonanej czynności podniósł swoja i reszty rękę i wykrzyknął.
-Go go power rengers !
-Ja cie nie znam.-mruknęliśmy jednocześnie przez co urażony wokalista szedł z tylu a my kierowaliśmy się na owa kolejkę.
-No dobra to kto z kim siada ?
-Ja chce być z Andym który pewnie się będzie strasznie bal i będzie trzymać mnie za rękę.-powiedział Ronnie na co najmłodszy z chłopców delikatnie spalił buraka.
-Zamknij się wcale tak nie będzie...
-Wole nie jechać z wami tylko usiądę z jakaś laska.-CC zaczął znacząco poruszać brwiami.
-Czyli my jesteśmy razem? -spojrzałam na basistę na co on tylko wzruszył ramionami.
-Masz załóż bo będzie ci zimno...-podał mi swoja ulubiona bluzę.
-A ty? Przecież tobie tez będzie zimno masz tylko koszule.-Wskazałam palcem na cieniutki materiał który miał na ramionach, było przez niego widać zarys jego tatuaży wiec tym bardziej będzie mu zimno.
-Kobieto dzięki tobie nigdy nie jest mi zimno, ponieważ co chwile skacze mi ciśnienie. Jest mi wręcz gorąco!-wysyczał ostatnie słowa,uśmiechnęłam się niewinnie a ten podniósł ręce z bluza tak żebym ja założyła kiedy miałam już ciepły materiał zaciągnęłam się dyskretnie jej zapachem. Musze przyznać ze Purdy ma zajebiste perfumy,będę musiała spytać się co to za marka.
-No choć!-Krzyknął Coma, wzruszyłam ramionami i podbiegłam do nich ponieważ mieliśmy już zaraz wchodzić.
-Panienko!Niech panienka zostawi kapelusz bo tam będzie duży wiatr a szkoda by tak ładnego kapelusza!-rozśmieszyło mnie to jak operator kolejki się do mnie zwraca ale posłusznie odłożyłam kapelusz w wyznaczone miejsce. Pierwszy wsiadł Ashley i zaraz się do mnie odwrócił by podać rękę żebym się nie wywaliła. I dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego ze może tak tyci tyci boje się bo jednak jest kilka takich odcinków ze jedzie się trochę dłużej do góry nogami...
-Jeśli się będziesz bać złap mnie za rękę ewentualnie możesz się do mnie przytulic nikomu nic nie powiem. Słowo harcerza którym nigdy nie bylem!-Ashley starał się wyglądać poważnie co wyglądało przekomicznie ponieważ on i słowo poważny nie gra w jednej lidze.  Kiedy wagonik ruszył byłam bardzo spokojna no bo jedzie wolno i w ogóle ale kiedy zaczęła zjeżdżać na dol przez co  zaczęłam piszczeć Purdy zaśmiał się i objął mnie ramieniem a ja wtuliłam głowę w jego klatkę piersiowa którą co sekundę podskakiwała od jego śmiechu.
-Nie śmiej się ze mnie!-walnęłam go w klatkę piersiowa na co usłyszałam jeszcze większy śmiech. Po upływie 10min wagonik się zatrzymał a ja wyskoczyłam jak oparzona i schyliłam się po kapelusz. Rękawy jego bluzy są zdecydowanie za długie co wszystko utrudnia.
-Zdecydowanie ładnie ci w tej bluzie.-Basista poruszał sugestywnie brwiami na co ja przewróciłam oczami.-Chodźmy na trampolinę!
-No dobra.
Weszliśmy na trampolinę i przypięli nas szelkami, Ash zaczął się popisywać. Robił "salta",szpagaty i chuj wie co jeszcze wymyślił. Minęło 10minut naszego skakania a on odpiął szelki i zszedł z trampoliny. Przestraszona poszłam w jego ślady i podeszłam do niego.
-Nic ci nie jest? -zapytałam przestraszona.
-No...bo...-zaczął się wymigiwać.
-Bo?
-No bo te pierdolone szelki mnie uwierały a to w chuj bolało!
Spojrzałam na niego jak na idiotę ale pokiwałam głową.
-W takim razie chodźmy na kamikadze!-pisnęłam uradowana chłopak poczłapał za mną a ja podskakiwałam
-Idziemy do zoo zoo zoo idziemy do zooo!
-Caroline przykro mi ale to wesołe miasteczko a nie zoo.-podrapał się po tyle głowy.
-To tylko piosenka...-mruknęłam nie zadowolona, resztę drogi pokonaliśmy w milczeniu weszłam po schodkach i zapytałam gdzie położyć kapelusz. Usiedliśmy w "krzesłach" i karuzela ruszyła, i następna i następna... kiedy byliśmy na samochodzikach spotkaliśmy Andy'ego, Ronnie'go, Jinxx'a i Jacky'ego. Później zdecydowaliśmy się że będziemy chodzić razem ponieważ za nie długo będziemy się zbierać, chłopcy poszli po piwo i kazali mi czekać kolo dmuchańców.
-Masz.-Ronnie podał mi plastikowy kubeczek z bursztynowa cieczą mruknęłam ciche dzięki i poszliśmy oglądać karuzele na które pójdziemy.
-Carolinus!-zwrócił się do mnie Andy.-Pamiętasz ze masz coś dla mnie zrobić?
-Jeśli masz jakieś brudne myśli to od razu mowie nie.
Chłopcy przyglądali się nam z zaciekawieniem ale postanowiłam ich zignorować i pokiwałam głową.
-W takim razie idziemy do basenu z kulkami.
-Co?
-To co słyszałaś, idziemy do basenu z kulkami.
-Pojebało cie.
-Nie.
-Tak.
-Nie masz nic do gadania.
-Ugh...-podałam Jinxx'owi piwo a sama poszłam za Biersackiem odwróciłam się do Purdy'ego i powiedziałam bezgłośne "pomocy" a on pokazał serduszko.
Wokalista zapewnił opiekuna tego basenu że nic się z tym nie stanie a ja ściągnęłam buty, i weszłam do "basenu" , Andy poszedł za moim przykładem. Uradowany tarzał się w tych piłkach, kiedy stal tyłem postanowiłam się schować i szybko się położyłam a masa piłeczek przykryła moje ciało.
-Caro?-spytał lekko przestraszony.-Caroline to nie jest śmieszne.
Słyszałam jak chodzi aż w końcu potknął się o moja rękę i się wywalił.
-Niespodzianka!-podniosłam się chichocząc jego mina była bezcenna. Cały był czerwony na twarzy a na ustach był krzywy uśmiech, podniósł się i podszedł do mnie.
-Tego nie było.
Wyszedł i założył buty i nie czekając na mnie ruszył z powrotem do chłopców.
****
Chce do łóżka! Jestem taka zmęczona, nawet ta droga wygląda sympatycznie.
-Nogi mnie bolą!- mruknęłam tak by mnie słyszeli, wszyscy stanęli i na mnie spojrzeli, następnie na siebie
Zmarszczyłam brwi widząc co robią, a mianowicie grali w kamień papier nożyce. Pierwszy odpadł Ashley, spojrzał na mnie i odwrócił się tyłem lekko przy tym schylając.
-Wyskakuj.-zerknęłam sceptycznie na niego ale wykonałam polecenie i już "siedziałem" na jego plecach. Czułam jak szybko bije jego serce i resztki perfum basisty wymieszane z papierosami Ronnie'go i Biersacka. Ułożyłam wygodnie głowę w zagłębieniu jego szyi.- Ryan weź jej kapelusz bo mnie wkurwia.
Chłopak posłusznie podbiegł do nas i zabrał mi kapelusz i założył sobie na głowę.
-Patrzcie jestem Caroline! Jestem zajebista, a Ash na mnie leci!-próbował mnie naśladować wymachując przy tym rękami.
-Wypierdalaj! -powiedzieliśmy jednocześnie, co wywołało wśród chłopców głośne gwizdy i oklaski, zerknęłam na Purdy'ego. Jego policzki były lekko różowe, pewnie od tego ze musi mnie dźwigać.
-Nie ruszaj się tak tą głową bo mnie smyrasz tymi włosami...-powiedział tak bym tylko ja to słyszała, uśmiechnęłam się szeroko i zaczęłam zostawiać lekkie całusy na jego szyi  na co cicho jęknął , Zaśmiałam się cicho i dmuchnęłam mu do ucha a ten zaczął się śmiać i kręcić wokół własnej osi.
-Ash ty idioto nie rób tak!!-zaczęłam piszczeć a on jeszcze przyspieszył ostatecznie brunet potknął się o swoje nogi i skończyliśmy w krzakach.
-Gdybyś nie machała tymi patykami to nie skończylibyśmy w rowie.-powiedział urażony, strzepał kurz ze spodni i podał mi rękę, chwyciłam ja i stanęłam na równe nogi. Zaczęłam wyciągać liście z włosów i pomrukiwać jaki basista jest strasznie nieodpowiedzialny aż nagle poczułam mocnego klapsa na pośladku w ułamku sekundy odwróciłam się do Ashley'a i zaczęłam na niego krzyczeć.
-TY CHUJU! JAKIM KURWA PRAWEM MNIE UDERZYŁEŚ? ! -wykrzyczałam, na co on tylko wzruszył ramionami i się uśmiechnął.
-Nie narzekaj, zawsze możesz iść na nogach tak jak my.-powiedział i zanim się zorientowałam już "siedziałam" na jego plecach zerknęłam na chłopców którzy szeptali między sobą.-Idziemy? -Co? A... tak już.-powiedział Jacky drapiąc się po głowie, irytuje mnie to jeśli jestem w towarzystwie jednak moi znajomi wolą poszeptać między sobą
-Co jutro robimy?
-Jutro będziesz mieć zajęcia ze śpiewu z Andym Ashley'em i Ronnie'm.
-Czemu też z Ash'em? Przecież on gra na basie i jest wokalem wspierającym...-Poczułam jak ten o to mężczyzna mocniej złapał mnie za uda a jego klatka piersiowa zaczęła szybciej się podnosić.-Przepraszam, to było nie mile...
-Bywa.- syknął wkurzony.
-Ponieważ Ashley zna mój styl śpiewania i ma podobny ale inny, co jest bardzo wygodne.-Stwierdził Andy nie zwracając uwagi na nasza wymianę zdań.
Chłopcy podążając za nami co chwilę coś szeptali między sobą a ja miałam wrażenie ze mówią o mnie i Ashley'u
-Ile w sumie masz lat?  -spojrzałam krytycznym wzrokiem na basistę.
-Pfff... kobiet nie pyta się o wiek.
-To się tyczy tylko tych starych a ty chyba nie masz jeszcze 60 lat. Więc śmiało mogę pytać.-wytknął mi i pokazał język.-Jeśli mi powiesz to ja też Ci powiem ile mam lat.
-Ash ale ja wiem ile ty masz lat! -Wzruszył tylko ramionami.-23...
-Serio? Myślałam ze 19 góra 21 a nie 23!-walnęłam go w głowę a ten tylko się zaśmiał. To nie było mile z jego strony,  ja mu nie wytykam tego ze ma 31lat i jest stara dupa.
-Albo nie. To nie ja jestem stara, to ty jesteś stary. Masz 31 lat więc Kurwa nie mów mi ze jestem stara.-fuknęłam obrażona.
-Dobra już już!-Jacky zaczął nas uspokajać,  nagle zauważyłam jak Andy się rozpędza i wskakuje mi na plecy. Wszystko działo się tak szybko, ze nawet nie wiedziałam jakim cudem nasza trójka leży teraz na ziemi. Reszta zaczęła się śmiać, ale ich śmiech przerwał Ashley który darł się na całe gardło, spojrzałam o co chodzi ale w sekundę spaliłam baraka. Kiedy opadałam uderzyłam kolanem o jego "skarb".
-Przepraszam! Boziu Ashley słońce przepraszam! To nie było specjalnie!-zaczęłam jak głupia go przepraszać.
-No dobra... jak mnie pocałujesz to chyba nie będzie tak boleć...
-Chyba cię pojebało słońce, to ze jest mi przykro nie sprawi ze cię pocałuje od tak.-pstryknęłam palcami i zaczęłam się podnosić aby się wytrzepać.
-Caro wracaj!-krzyczeli za mną, odwróciłam się i pokazałam Purdy'mu środkowy palec i przyspieszyłam. Andy szybko do mnie podbiegł.
-No poczekaj na nas-zatrzymałam się a kretyn zwany też jako Ashley Purdy wydarł się
-Ej! Zgubiłem telefon!-Ja pierdole co za idiota.-Tam były wszystkie selfie! Ratujcie! Jedno było takie zajebiste! No kurwa, nie może przepaść!
-Kurwa on tak na serio?-zwróciłam się do wokalisty.
-Nie drzyj, mi się do ucha idioto!-Warknął Ronnie.-Dobra chłopcy on sobie poradzi! Idziemy na chatę!
Wszyscy pokiwali głowami i ruszyli dalej, ja jako ze mam dobre serce podeszłam do niego i włączyłam latarkę w telefonie jednak musiałam mu zrobić ns złość i pomachałam mu przed nosem moim skarbem.
-On może być wszędzie. Jak go chcesz znaleźć? Powodzenia życzę.
-Ucisz się ciągle tylko narzekasz! Nie umiesz cieszyć się chwilą!-stanął i wyrzucił ręce w górę, poszłam za jego przykładem i też stanęłam.
-Ach tak?! To chyba nie ja drę ryja o to ze ktoś zobaczy moje zdjęcia! Jak można zgubić telefon?! Jesteś nieodpowiedzialny i dziecinny! Masz 31 lat! Człowieku dorośnij! Nie możesz być wiecznym dzieckiem!
-Kurwa spójrz na siebie! Jak ty w ogóle wyglądasz?!Jesteś serio pojebana!-podeszłam bliżej i mu strzeliłam w twarz, sądząc po tym jak ręka mnie napierdala a jego głowa odskoczyła w blok musiało boleć.
Podszedł jeszcze bliżej tak ze nasze twarze dzieliło nie więcej niż pięć centymetrów.
-Masz szczęście ze jesteś laska a lasek nie bije. Gdybyś była na przykład CC'm albo Ryan'em już dawno miałabyś obity ryj.-wysyczał wściekły.
-Świetnie! -pokazałam mu środkowy palec i wróciłam do szukania jego pieprzonego telefonu.-Kiedy go ostatnio widziałeś?
-Sekundę przed tym jak wziąłem cie na barana...-Szliśmy w ciszy rozglądając się za jego zgubą -Kurwa nie chce mi się kupować nowego telefonu...
Spojrzałam na niego a on prawie na czworaka szedł ze zmarszczka miedzy brwiami.Szliśmy w ciszy chyba ze uwzględnić przekleństwa które co chwilę basista wypowiadał. Doszliśmy do miejsca gdzie Andy się na nasz rzucił.
-O KURWA O CHUJ TO MÓJ TELEFON! KURWA CAROLNIE ZNALEŹLIŚMY GO!-Purdy podbiegł do telefonu który leżał na ziemi i zaczął go głaskać i przepraszać ze go zgubił. 
-Możemy już iść?-spytałam obojętnie patrząc na swoje paznokcie.
-Mogłabyś się cieszyć razem ze mną ale zapomniałem że jesteś zołzą!
-Zachowaj swoje opinie dla siebie.-Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie. Co jakiś czas słyszałam jak mówi mi gdzie mam iść czy w lewo czy w prawo i to był jedyny dialog jaki prowadziliśmy. Kiedy zobaczyłam już znajoma wille przyspieszyłam i weszłam na posesję. Otworzyłam drzwi i nie trudząc się tym żeby powiedzieć komuś cześć trzasnęłam nimi i skierowałam się do swojego pokoju.  Usiadłam na łóżku i Sięgnęłam po laptopa, kiedy już się włączył zadzwoniłam do Emily i opowiedziałam jej o tych dwóch dniach o wszystkim co robiliśmy i o kłótni z Ashley'em. Stwierdziła że mam rację nie dając mu za wygraną, i żebym częściej z nią rozmawiała bo już jej mnie brakuje. Usłyszałam głośne kroki na korytarzu i zwróciłam się do Em.
- Słońce zadzwonię jutro bo teraz jestem już strasznie zmęczona. Dobranoc kocham Cię. -pomachałam jej i się rozłączyłam, nagle do mojego pokoju otworzyły się drzwi a przez nie wszedł wyraźnie najebany Purdy. Nie patrząc na mnie skierował się w stronę mojego łóżka i położył się na nim uprzednio zdejmując buty.
-Weź sobie stąd idź nie potrzebny mi tu jesteś.-zwróciłam się do niego ale w zamian usłyszałam cichy śmiech. Westchnęłam cicho Wzięłam piżamę, ładowarkę i telefon , wole spać w jego pokoju niż tutaj z nim. Podeszłam do drzwi i nacisnęłam klamkę ale usłyszałam cichy głos.
-Przepraszam ze cie obrażałem wcale tak nie myślę tylko nie lubię jak ktoś mi się sprzeciwia...-pijackie wyznanie bruneta zdziwiło mnie, uśmiechnęłam się lekko i podeszłam do łóżka i przykryłam go kołdra a sama wyszłam wcześniej mówiąc ciche dobranoc.
BUUU!
No i jest! Przepraszam ze w tamtym tygodniu nic nie było :c Mam nadzieje że to że jest tak długi jakoś wam wynagrodzi ^^
Co sądzicie ? Podobała Wam się wątek z wesołym miasteczkiem? A co sądzicie o kłótni Ashley'a z Caro? Plus dziękuję Juliannie i Insidious Nightmare za kilka pomysłów :3 Miejmy nadzieje ze Wam się podoba <3 ♡

sobota, 26 września 2015

Chapter four

Perspective Caroline
Dzień 2
Boże jak mi gorąco! Spróbowałam się odkryć ale jakaś ręka mi na to nie pozwała. Chwila... Jaka ręka?! Otworzyłam oczy i odwróciłam się na bok a moja twarz wylądowała na czyimś torsie, uniosłam głowę do góry a moje oczy napotkały roześmiana twarz Ashley'a.
-Co ty tu do kurwy nędzy robisz?!-zapytałam wkurwiona.
-Jak to co? Przytulam cie!-objął mnie mocniej w pasie przyciągając do siebie.
-Ash jeśli w tym momencie stąd nie wejdziesz, pójdziesz do chłopaków z podbitym okiem i będziesz się tłumaczył jakim cudem laska podbiła ci oko.
-Dobra...słońce nie tak agresywnie! - podnosił ręce i wstał bardzo szybko poprawiając spodnie dresowe które wisiały bardzo nisko na jego biodrach - Papa! Widzimy się na śniadanku! Bądź na 8, Ronnie mieszka naprzeciwko i będzie na ciebie czekać.
Podszedł do mnie i zostawił soczystego buziaka na  moim policzku zostawiając mnie wkurzoną i rozkojarzoną. Rzuciłam się twarzą w poduszki i zaczęłam krzyczeć, kiedy nie miałam już siły podniosłam się i ruszyłam umyć. Rozebrałam się i weszłam pod gorący strumień wody, umyłam włosy i ciało kokosowym żelem i szamponem stałam jeszcze pięć minut relaksując się ciepłem wody. Owinięta w beżowy ręcznik weszłam do pokoju zdecydowałam założyć jasno niebieskie boyfriendy z dziurami, białą luźną bluzkę z krótkim rękawem, białe super stary i ciemno brązowy kapelusz   z dużym rondem. Wysuszyłam włosy i umalowałam się, spryskałam się perfumami i zerknęłam na zegarek, już za pięć ósma. Schowałam urządzenie do tylnej kieszeni, nacisnęłam klamkę i drzwi ustąpiły, naprzeciwko moich były też najprawdopodobniej drzwi Ronnie'go, który z reszta opierał się o nie nucąc jakąś piosenkę która leciała w jego słuchawkach. Odkaszlnęłam cicho, a brunet w ułamku sekundy wyjął słuchawki z uszu.
-No hej, wyspana? - zapytał podchodząc bliżej co mnie lekko speszyło, więc zasłoniłam twarz kapeluszem.
-Hej um... tak, a ty? 
-Nie za bardzo, nie mogłem usnąć. Tak w ogóle to ładnie wyglądasz - wyszczerzył się, czułam jak moje policzki nabierają kolorów. Nie wiem czemu ale tylko przy Ashley'u czuje się tak hm... normalnie.
-Dzięki... ty też wyglądasz nie najgorzej - uśmiechnęłam się ponownie analizując wygląd wokalisty, miał na sobie czarne jeansy opinające biodra, czarne conversy i koszule z czaszka na plecach oczywiście tego samego koloru. Włosy były związane w kitkę odsłaniając przy tym jego twarz.
-No to idziemy? Jeeestem strasznie głodny!
Zaśmiałam się i pokiwałam głową, szliśmy długim korytarzem mijając różne zdjęcia na ścianach  aż dotarliśmy do schodów, Ronnie przepuścił mnie pierwszą i zszedł zaraz za mną. Z kuchni jak sądzę dobiegały wrzaski i śmiech weszliśmy zdziwieni i pierwsze co dało się zobaczyć to CC i Ryan tarzający się ze śmiechu na podłodze. Jakiś metr od nich potrzaskana miska z wylanym mlekiem. Później zwróciłam uwagę na Andy'ego i Ashley'a wydzierających się na siebie, z włosów basisty na nagi tors ściekało mleko. Obaj żywo gestykulowali i krzyczeli jeden na drugiego, reszta chłopców starała się jakoś ich uspokoić co wychodziło im marnie. Postanowiłam wziąć sprawę w swoje ręce.
-CO TU SIĘ DO CHOLERY DZIEJE?!- wykrzyczałam żeby zwrócić na siebie swoją uwagę, w pomieszczeniu nagle zapanowała cisza każdy patrzył na mnie zdziwiony no może oprócz Ashley'a który natychmiast do mnie podszedł.
-Niech ci ten kretyn wytłumaczy jakim pieprzonym cudem jego mleko do płatków znalazło się na mojej głowie! - na nowo zaczął krzyczeć, uciszyłam go gestem ręki.
- Jake co tu się stało? 
-No bo Ashley siedział sobie przy stole i pił kawę no i oczywiście rozmawiał z nami, a Andy dopiero wszedł i stwierdził ze chce płatki. To tak jak powiedział tak zrobił, ale w między czasie zaczął kłócić się z Ash'em o jego wczorajsze zachowanie i szedł z ta miseczka i nie patrzył jak idzie tylko na tego idiotę i się kurwa wyjebał, a wszystko spadło na oto tą osobę - wskazał palcem na Purdy'ego, który pokazywał ze zabije Biersack'a. 
-Echhh ... Ash słońce idź się umyć bo twoje włosy będą wyglądać chujowo kiedy mleko się na niech zaschnie, a ty Andrew przeproś go.
-To chyba ten chuj powinien mnie przeprosić bo ja wczoraj jak głupi go broniłem przed nimi, a on ot tak sobie pojechał do ciebie i cię tu przywiózł! - czyli nie powiedział im całej prawdy, może to i nawet lepiej - a miał czekać z NAMI.
Wyraźnie podkreślił to słowo, w sumie to mu współczuję. Tak bardzo wczoraj bronił tego kretyna, a on ot tak sobie po mnie przyjechał to było nie fair w stosunku do chłopców.
-Wiecie co straciłem apetyt, wychodzę, nie wiem kiedy wrócę - Biersack miał minę jak by chciał kogoś zabić ale jednocześnie widać było ze mu przykro. Patrzyłam na jego oddalającą się sylwetkę i kątem oka zauważyłam, że reszta jest zamieszana zaistniałą sytuacją. Wciągnęłam głośono powietrze i pobiegłam za wokalistą, minęłam drzwi frontowe i ujrzałam chłopaka siedzącego na schodach z papierosem w ręce. Postanowiłam go zaskoczyć po cichu podeszłam do niego i założyłam mu ręce na oczy na co lekko podskoczył.
-Ronnie wypierdalaj nie chce mi się z tobą gadać
-Ale to nie jest on.- zaśmiałam się na co chłopak przerzucił mnie sobie przez ramię co spowodowało ze siedziałam na jego kolanach z twarzą bardziej czerwoną niż pomidory, położył rękę na moim biodrze co spowodowało jeszcze większy kolor na moich policzkach.
-Chyba coś ci spadło...- zmarszczyłam brwi a on pokręcił z rozbawieniem głową i założył mi kapelusz na głowę.- Nie ma za co. Więc... co ty robisz robisz? 
Siedziałam w bez ruchu i zastawiałam się w sumie po jaką cholerę tu przylazłam.
-Nie wiem... chyba się martwiłam... - opuściłam głowę, Andy złapał mój podbródek bym spojrzała w jego oczy, uśmiechnął się ciepło i mnie przytulił.
-Dziękuję  -szepnął mi w włosy, odsunęłam się trochę, Andy ma teraz taki ładny uśmiech... - Mam pomysł, a ty mi pomożesz go wykonać!
-Oświeć mnie.
-Bo dzisiaj przyjechało wesołe miasteczko i tak sobie myślę ze moglibyśmy tam iść. No wiesz poznalibyśmy się lepiej i w ogóle...Nie nie ma w tym żadnych podtekstów!
-W sumie czemu by nie... dawno nie byłam w wesołym miasteczku - tym razem to ja cieszyłam się jak dziecko, co spowodowało to że spadłam, a Andy który chciał mnie złapać spadł ze mną. Przez chwilę panowała cisza, którą przerwał mój śmiech, niebieskooki zaraz do mnie dołączył, również wybuchając śmiechem.
Nagle drzwi się otworzyły a w nich stał Jake, przekrzywił głowę i się uśmiechnął.
-Czemu nikt mi nie powiedział, że tarzacie się po trawie?! Ja też chce!!!!-wykrzyknął i ruszył biegiem do nas, zaskoczył ze schodów i legł koło nas położył głowę na moim brzuchu a nogi na udach Biersack'a.- Od razu lepiej, więc czemu tarzamy się po trawie? 
-Pitts ty pierdolony kretynie! Bierz te brudne giry z moich czystych spodni!
-Andy i tak mają dziury więc jeśli będą brudne to i tak się nic nie stanie a teraz zapytam ponownie czemu się tarzamy?- zapytał wyraźnie rozbawiony sytuacja Jake, pokręciłam głową rozbawiona zaistniała sprawa.
-Masz 3 sekundy żeby zabrać te nogi i uciekać! - wysyczał Andy już strasznie wkurwiony - Raz...
Nie zdążył doliczyć a gitarzysta już stał na nogach i pokazywał wokaliście środkowego palca.
-Andy słoneczko pozdrawiam cię środkowym palcem - wysłał mu całusa w powietrzu i zaczął uciekać bo "słoneczko" wstało i rzucił się biegiem za nim na zmianę przeklinając i podciągając spadające spodnie. Na co mu te trzy paski skoro żaden nie utrzyma jego spodni? Wyjęłam szybko telefon i zaczęłam nagrywać to co oni wyprawiają, kątem oka zauważyłam ze reszta też wyszła i Ashley tak samo ich nagrywa spojrzała na mnie z wielkim uśmiechem i pokazał kciuka.
Bieganina trwała jeszcze dziesięć minut dopóki oboje nie padli na trawę i teraz na prawdę tarzali się po tej trawie w między czasie jeden drugiego szarpał i mówił jakieś przekleństwa. Chłopcy pokręcili ze zrezygnowaniem głowami i ruszyli ich rozdzielać co wyglądało komicznie, odwróciłam się do nich tyłem i zrobiłam sobie  zdjęcie na instagrama w tle z chłopakami, którzy próbowali ich uspokoić  z opisem " Zupełnie normalny poranek z BVB i FIR". Oznaczyłam każdego i opublikowałam, spojrzałam na nich i teraz Andy był już spokojny trzymany przez Ashley'a, Ronnie'go i CC'iego a reszta próbowała uspokoić Jake'a.
-Chłopcy ogarnijcie się bo o 13 idziemy do wesołego miasteczka!- W ułamku sekundy każdy już się uśmiechał i kierował w stronę wilii.
_______
Ta dam!!
Dzisiaj troszkę dłuższy :D Co sądzie o kłótni Ashley'a i Andy'ego? Który ma racje? Komentarze bardzo mile widziane ;3

poniedziałek, 21 września 2015

Chapter Three For the impatient Julianny ;3

Perspective Andy

Gdzie jest ten kretyn?  Przecież ta cała Caroline zaraz tu będzie a tego imbecyla nie ma...No zajebiście pierwsze wrażenie i jego nie ma... i chujnia.
Usiadłem w końcu na sofie, a drzwi od mojego pokoju się otworzyły. Wszedł do niego Ronnie z laptopem na rękach.
-Andy przywitaj się z moja mała księżniczką - brunet usiadł obok mnie i moim oczom ukazała się mała Willow przebrana za księżniczkę.
-Witaj moja mała księżniczko, jak się dzisiaj czujesz?
-Ceść wujciu, baldzo dopsze ale moja mamusia balco na mnie ksycala. Wec na pociesenie zaspiewaj mi piosenecke!!!!
-Słońce... muszę? - zaśmiałem się, wiedząc że Will mi nie odpuści.
Pokręciła przecząco głową, westchnąłem cicho i zacząłem śpiewać Walk Away. Mała zaczęła klaskać i się śmiać w końcu skończyłem, a młoda Radke wstała na chwiejnych nóżkach i krzyknęła.
-Jestes najlepsy wujecku!!!! Spiewas lepiej niż tatun ale ty tatusiu tes balco dopse spiewas!-spojrzała niewinnie na Ronniego, a ten zaczął się śmiać, mimo wszystko wiedziałem ile go kosztuje to, że tu został, a nie spędzał czasu z małą... i może się śmieje ale jest mu cholernie przykro.
-Willow, słońce zadzwonię później. Muszę pogadać z wujkiem Andy'm, kocham cie skarbie.
-Ja ciebie tes kocham tatusiu- przyłożyła rękę do ekranu, a Ronnie poszedł za jej przykładem, po minucie ciszy zabrał rękę i wyłączył rozmowę.
-No to Andy gdzie jest Ashley? Młoda za nie długo będzie, a jego nie ma w końcu będziemy musieli wyjść przywitać się z nią sami...
-Ronn.... daj mu jeszcze dziesięć minut. Powinien za nie długo być, strasznie się ekscytował tym, że ona tu przyjedzie, nie odpuściłby sobie - zakryłem sobie twarz rękami, gdyby nie to, że będziemy mieć gościa to bym już dawno spał... jestem taki zmęczyny. Jednak dwa dni z brakiem snu nie jest dobry.
-Przyda ci się kawa, zaraz będę - Radke spojrzał na mnie, wstał i wyszedł.
- Dzięęęęki - krzyknąłem za nim ale chyba mnie nie słyszał.
Kurde obiecałeś, że nic nie odpieprzysz... Po dziesięciu minutach brunet wrócił z dwoma kawami usiadł koło mnie i poklepał mnie po ramieniu.
-Andy... on olał sprawę daj spokój - spojrzałem na niego złym wzrokiem, jakim on kurwa prawem obraża mojego przyjaciela?! Fakt, Ronnie jest moim przyjacielem ale Ashley też.
-Kurwa.Nie.Obrażaj.Moich.Pieprzonych.Przyjaciół - wycedziłem przez zęby, spojrzał na mnie zdziwiony. Podniósł ręce w geście obronnym, pokręciłem głową i pomasowałem palcami skronie - Po prostu skończ... Ashley nie jest chujem i by tego nie zrobił. Rozumiesz?!
Wstałem, rzuciłem kubkiem z kawą i wyszedłem, potrzebuje zapalić. Jak najszybciej, rozejrzałem się czy nikogo nie ma na korytarzu i skierowałem się w stronę wejścia.
Gdy już byłem na dworze wyciągnęłam truciznę z kieszeni, potocznie zwaną też papierosami. Odpaliłem i zaciągnęłam się nikotyna, uniosłem głowę w górę i pomału wypuszczałem dym z ust. Niebo nade mną było nieskazitelnie niebieskie, ptaki latały z drzewa na drzewo w między czasie ćwierkając.
Wszystko jest takie idealne, tak bardzo pieprzone i idealne. Zdecydowanie za nudne, przydało by się gdyby teraz jakaś błyskawica przeszyła niebo albo drzewo się złamało.
-Co ci młody? -odezwał się dobrze znany mi głos, spojrzałem przed siebie, a moim oczom ukazał się CC. Usiadł na ziemi i poklepał miejsce obok siebie, usiadłem więc wyciągając przed siebie nogi.-Więc... powiesz co się stało?
-Ashley'a jeszcze nie ma, a ta dziewczyna zaraz będzie i Ronn zarzucił mi to żebyśmy najwyżej poszli bez niego co mnie już w ogóle wkurwiło, bo wiesz jak ten imbecyl cieszył się, że Caroline przyjeżdża.... i nie chciałbym iść bez niego. 
Perkusista zabrał mi fajkę i wziął ją do ust, a chwilę po tym z jego ust wyleciał dym, a ja przyglądałem się swoim tatuażom skanując każdy z osobna.
-Ronnie ma trochę racji, jeśli Ash'a nie będzie będziemy zmuszeni sami ją powitać. Przecież nie weźmiemy jego kartonowej podobizny i nie pójdziemy z nią do niej - zaśmiał się głośno, przeniosłem wzrok na jego twarz, może ma rację? -No ale trudno jak go nie będzie to nie, jego strata! Lepiej powiedz mi czy jej pokój już jest gotowy i czy tę wszystkie koszulki mają dobry rozmiar.
-Tak upewnialiśmy się chyba trzy razy, wszystko jest dopięte na ostatni guzik...- zajęło mi to trzy pieprzone noce musi być zajebiste.
-W takim razie młody mogę spokojnie być z ciebie dumny- wyszczerzył się jak głupi -W ogóle poznałem zajebista laskę, dała mi nawet swój numer. Tylko nie wiem czy warto dzwonić... bo to może być jakaś pusta lalunia.
-Christian. Jesteś debilem, masz jej numer i jeszcze nie zadzwoniłeś?!-Czasami serio zastanawiam się czy to ja jestem najmłodszy , pokręciłem ze zrezygnowaniem głową.-Daj mi na chwilę swój telefon i ten numer...
Perkusista nie wiedząc o co mi chodzi podał mi to o co prosiłem, odblokowałem telefon i wpisałem numer. Nacisnąłem zielona słuchawkę i podałem mu jego własność, zmarszczył brwi i dopiero po chwili się zorientował że zadzwoniłem.
-Biersack jesteś chujem.-po chwili w słuchawce rozbrzmiało ciche halo posłałem mu szeroki uśmiech i ponagliłem posłał mi nienawistne spojrzenie i oddalił się rozmawiając. Wyjąłem kolejnego papierosa i wypaliłem w spokoju rozmyślając na przeróżne tematy.
                       *** 
Od godziny stałem przy szafie nie mogąc zdecydować się jak będę ubrany kiedy będę ją witać, zdenerwowany usiadałem na ziemi nucąc pod nosem. Oparłem się plecami o łóżko i patrzałem tępym wzrokiem na tą przeklęta szafę, i nagle mnie olśniło! Założę koszulkę z Batmanem i te czarne jeansy z potarganymi  kolanami, uderzyłem się dłonią w czoło że też wcześniej na to nie wpadłem. Ściągnąłem swoje ubrania i szybko się przebrałem, uradowany wziąłem telefon i go odblokowałem. Kurde trzy nieodebrane połączenia od Jinxxa i 9esemesow od Ronniego i CC że mam już przychodzić bo będzie lada chwila. Jeszcze raz spojrzałem na swoje odbicie i wyszłęm, zamknąłem drzwi od pokoju i skierowałem się do miejsca w którym mieliśmy czekać. Po jakichś pięciu minutach drogi w końcu doszedłem  i ujrzałem kłócących się o coś chłopaków, pokręciłem ze zrezygnowaniem głową i zapytałem o co znowu poszło.
-No bo Vincent chce przywitać Caroline pierwszy, a my się na to nie zgadzamy bo my też chcemy! -wykrzyczał wściekły Coma.
-No ale co za problem kurwa widzisz w tym żebym to ja pierwszy ją przywitał?! Ty ją odstraszysz tą szopą na łbie.
-Powiedział co wiedział...-mruknął perkusista, wypuściłem głośno powietrze.
-W takim razie skoro to ja i Ronnie zarządzamy tym wszystkim to my ją pierwsi przywitamy, a wy nie macie nic do dyskusji.
Spojrzeli na mnie oburzeni, a ja  tylko wzruszyłem ramionami, odwróciłem się do nich tyłem i w tym momencie podjechała czarna limuzyna. Zatrzymała się od nas jakieś trzy metry, drzwi zaczęły się otwierać a z środka zaczęła wychodzić długonoga brunetka. Zamrugałem kilkukrotnie oszołomiony ale magia prysła i nasz kochany basista wyskoczył z auta przewracając prawie brunetkę.
-CZEEEEEEŚĆ CHŁOPCY! !! TĘSKNILIŚCIE??-wykrzyknął Purdy, miałem ochotę go zabić jak tylko pomyśle o tym w jaki sposób on znalazł się z Caroline w jednym samochodzie aż robi mi się słabo. Gdyby nie to, że dziewczyna jest tego świadkiem zrobiłbym mu niezłą awanturę postanowiłem go zignorować i podeszliśmy do dziewczyny.
-O kurwa! Masz podkoszulek z Batmanem?!KOCHAM CIĘ!!!-Dobra teraz ja dałem się ponieść ale mi się to normalnie nie zdarza ja mogę, usłyszałem cichy śmiech najprawdopodobniej osoby stojącej przede mną
-Jestem Caroline miło mi was poznać.-wyciągnęła rękę uścisnął ją najpierw Radke przedstawiając się a potem ja, chłopcy rzucili się na nią przytulając się i przekrzykując nawzajem.
Później pokazałem jej pokój w którym będzie mieszkać i zostawiliśmy ją by mogła się rozpakować. Wieczorem zjedliśmy kolację na mieście i wróciliśmy zmęczeni, postanowiłem że opierdole Ashley'a przy najbliższej okazji. 


 No więc  jest długo wyczekiwany rozdział !Dzisiaj troszkę inaczej bo z perspektywy Andiego c; Było by bardzo miło gdyby ktoś zostawił po sobie ślad w postaci komentarza ;3

niedziela, 13 września 2015

Chapter two

Dzień 1 cz.II
Mój oprawca zdecydowanie szybko pokonał schody, zaraz po tym otworzyły się drzwi a mnie oślepiło światło słoneczne....
Porywacz zwolnił kroku, otworzył drzwi czarnej limuzyny i wrzucił mnie na siedzenie z tylu,odsunęłam się na tyle ile pozwoliła mi mała przestrzeń, mężczyzna wszedł do auta i zamknął drzwi. przybliżył się i zaczął mnie uspokajać aż w końcu wybuchł śmiechem. Zmarszczyłam brwi, co go tak cieszy? To że mogę go podać do sądu czy to że jest psychopata? Zaczął powoli zsuwać z głowy kaptur, a moim oczom ukazała się twarz...Ashley'a?!
-Niespodzianka! -krzyknął lekko zmieszany trzymając ręce w powietrzu.
-Czy ciebie do reszty popierdoliło?! Porywać osoby które w sumie cie nie znają,  a i tak masz się z nimi spotkać za kilka godzin? !  - z jednej strony cieszyłam się że to Ash a nie jakiś psychopata, a z drugiej byłam zła bo nie powinien mnie uprowadzić.
-No ale słońce... nie bądź jak głupi Andy i głupi Ronnie... Bo oni są wredni a ty nie!
-O co ci teraz chodzi? 
-No bo pokłóciłem się z nimi, no bo ja chciałem jechać z Jake'm  po ciebie, ponieważ już nie mogłam się doczekać,jednak ci dwaj idioci nie chcieli mi pozwolić! I darli się na mnie że jestem pojebany i jestem idiotą, a ja nim nie jestem!! Prawda?! No ale mniejsza..  No i oni się nie zgodzili więc ja się wkurwiłem na tych imbecyli i postanowiłem się schować w limuzynie i cie przywieść i oni będą ze mnie dumni,a my się lepiej poznamy!- Mówił bardzo przejęty swoimi słowami, chociaż ja zastanawiałam się czy nie gadam z dzieckiem.
- Eh... to na prawdę mile że aż tak bardzo chciałeś po mnie przyjechać za aż mnie uprowadziłeś...-ostatnie słowa mówiłam na prawdę cicho i z kipiąca ironią z nich.-Jednak uważam że powinieneś zaczekać z chłopakami. Bo ty mnie już widziałeś na żywo a oni nie.
 - Ale o to właśnie chodzi! Chciałem cie zobaczyć pierwszy! -klasnął w swoje dłonie- Dobra, laska popraw swój makijaż bo wyglądasz jak ja kiedy mam charakteryzacje na scenie, a taki nie miał być chyba efekt,  prawda? 
Zaczęłam się śmiać z jego słów ale zrobiło mi się też głupio... no bo kto chciałby słuchać komentarzy na swój wygląd że wygląda jak panda? Na pewno nie ja.
-No Okej tylko że nie mam tu kosmetyczki, została u góry w walizkach...-jęknęłam z frustrowana. 
-Nic straconego!- w tym samym momencie drzwi się otworzyły i jakiś gościu którego wcześniej nie widziałam wrzucił moje walizki. Otworzyłam szeroko oczy że zdziwienia.
-Umiesz też czarować? -zaśmiałam się, jego uśmiech poszerzył się jeśli to jeszcze w ogóle możliwe.
-Nie...ale przewidywałem że Jake zaraz przyniesie twoje walizki. -Boże jaki on jest wesoły, chyba jeszcze nigdy nie widziałam tak radosnego człowieka.
  Rozsunęłam walizkę i wyciągnęłam z niej kosmetyczkę, wyjęłam lusterko i przestraszyłam się tego co ujrzałam.
Ashley miał rację miałam podobny makijaż do niego, zrobiło mi się strasznie wstyd. Pierwsze spotkanie a ja już wyglądam jak panda, widziałam jak moje policzki nabierają odcień różu. Wzięłam dwa waciki i płyn do demakijażu i zaczęłam ścierać mój piękny make-up.  Po jakichś dziesięciu minutach miałam już nowy makijaż wzięłam jeszcze tylko moja pomadkę o smaku letnich owoców i przejechałam nią po ustach.
-Wiesz... niby się znamy ale tak na prawdę się nigdy nie przectwilismy się sobie.-podrapał się po tyle głowy.-Jestem Ashley, Ashley Purdy.
- Jestem Caroline Walker, ale wolę zwykle Caro. -uśmiechnęłam się szczerze.-Więc...co najbardziej lubisz robić w zespole oprócz grania na basie? 
-Hm... bardzo lubię być chórkami Andiego... a tak po za graniem w zespole to myślę że to bardzo mile kiedy idziesz gdzieś i twój fan cie rozpoznaje i prosi o zdjęcie. Fakt potrafi to utrudnić życie bo są też psycho fanki no ale i tak się z tego cieszę... a ty? Co lubisz robić oprócz śpiewania? 
-Nie mam jakichś specjalnych upodobań...ale kocham oglądać filmy z batmanem! No i czasami coś tam rysuje...
-W takim razie Andy na pewno zaprosi cie na jedną noc kiedy sobie robi maraton z batmanem. Masz ze sobą szkice?- pokręciłam przecząco głową.- No trudno.. w takim razie kupimy ci szkicownik i ołówki!
-Ash nie możecie wydawać na mnie kasy! Bo przez to czuje się nie komfortowo...
-W takim razie weź to jako prezent przeprosi nowy za to że cie uprowadziłem!
- Jesteś nie normalny- zaczęłam się śmiać a on razem ze mną.- A masz jakąś ulubioną postać z kreskówki?
-Nie będziesz się śmiać? -pokręciłam przecząco głową- Hello kitty...
Spojrzałam na niego wielkimi oczami.
-Na prawdę?- Ashley patrzył wszędzie tylko nie na mnie, chwyciłam jego twarz rękami i zmusiłam go by spojrzał na mnie.- Ash jeśli ją lubisz to nie ma problemu. To by było tak jak ja albo Andy byśmy się wstydzili batmana, a tego nie robimy więc ty też nie powinieneś tego robić.
Przybliżyłam się do niego i przytuliłam, na początku spiął się ale zaraz rozluźnił i odwzajemnił uścisk.
                              ***
Przez chyba 2 godziny rozmawialiśmy na różne tematy, od jedzenia aż po politke. W sumie byłam zaskoczona że tak łatwo mi się z nim rozmawia, myślałam że będziemy milczeć albo co jakiś czas mówić jakieś dziwne spostrzeżenia na temat drogi. Spojrzałam przez okno i zaczęłam się zastanawiać czy z innymi też tak dobrze się będę dogadywać. Poczułam nie przyjemny skurcz w brzuchu, Caro nie bój się dasz radę. Pocieszałam się w myślach, na prawdę zaczęłam się tego obawiać. Co jeśli będziemy się ciągle kłócić albo powiem coś głupiego? Albo dostanę czkawki kiedy będę się przedstawiać? Albo kichnę Ronniemu w twarz? Nagle usłyszałam wibracje telefonu i odruchowo spojrzałam na swój, jednak to nie on zerknęłam w stronę Ashleya i to on patrzył na swój telefon blady jak ściana.
-Wszystko w początku? 
- Co? A tak... tylko...Andy dzwoni. -zmarszczyłam brwi, to źle że dzwoni? Jak by magiczne czytał mi w myślach odpowiedział- Nie, to nie jest źle...tylko Andy znowu będzie dawał mi wykłady na to jaki dziecinny jestem bla bla bla.
  Pokiwałam głową a jego telefon znowu zaczął wibrować w końcu wypuścił głośno powietrze z płuc i odebrał.
-Halo?.... Nie, nic mi nie jest.... nie drżyj się tak na mnie nic nie zrobiłem.... wiem że za niedługo będzie Caroline... będę na czas... tak obiecuje nie spóźnię się, będę jak ona będzie... dobra Biersack nie truj dupy.... pozdrów chłopaków i wymiziaj Carow'a...- rozłączył się ii spojrzał na mnie.- Nie musi wiedzieć że jesteśmy razem, czego oczy nie widzą temu sercu nie żal czy jakoś tak.
  Wyszczerzył się ukazując przy tym rząd białych zębów, zechciało mi się śmiać. W ułamku sekundy czarno włosy zbliżył się do mnie niebezpiecznie blisko i zaczął mnie łaskotać wybuchłam nie kontrolowanym śmiechem w między czasie prosząc by przestał, z moich oczu zaczęły płynąć łzy tylko teraz były spowodowane nagłym atakiem głupawki Asha.
W końcu przestał a ja ciężko oddychałam
-Lubię twój śmiech, śmiej się częściej.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć i po prostu pokiwałam głową, to się staje coraz dziwniejsze. Nastała cisza, ale nie była to niezręczna tylko ta przyjemna. Po trzydziestu minutach w końcu dojechaliśmy, spojrzałam nie pewnie na Ashleya.
-Będzie dobrze mała, oni są spoko.-Podniósł rękę i pomiział mnie po głowie, wypuściłam głośno powietrze i otworzyłam drzwi. Starałam sie wysiąść z "gracja" ale Ash mnie wypchnął i wydał się "czeeeeeeeść".
  Posłałam mu mordercze spojrzenie a ten się uśmiechnął jak gdyby nigdy nic. Podeszliśmy do nich wytarłam ręce o spodnie   i powiedziałam:
-Hej jestem Caroline ale mówcie mi Caro....

                                                                               
Tadam!!!
Jest i drugi rozdział :3 Jak się podoba? Domyśliliście się że to Ashley? Strasznie dużo było pana Purdy'ego :3
Pozdrawiamy Insidious Nightmare i Yumeka ♥

czwartek, 10 września 2015

The first chapter dedication for Dadzia ♡

Dzień 1 cz.I

  Leżałam na łóżku, z wzrokiem wlepionym w sufit. Strasznie się obawiam, wakacji z chłopakami, już dzisiaj tam jadę. Odwróciłam głowę, w kierunku szafki nocnej, na której spoczywał mój budzik. Dopiero 7...
Mam jeszcze cztery godziny, które pewnie spędzę, na chodzeniu po całym mieszkaniu. Ewentualnie obejrzę kilka odcinków mojego ulubionego serialu.
Tak...zdecydowanie ,druga opcja przypadła mi bardziej do gustu.
   Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki, by ubrać się we wcześniej przygotowane ubrania. Ubrana podeszłam do lusterka w celu pomalowania się i umycia zębów. Nałożyłam na moja fioletowa szczoteczkę, pastę o smaku mięty i zmoczyłam ją woda. Skrzywiłam się kiedy pasta dotknęła mojego języka, nie to że nie lubię mięty albo coś...po prostu nie lubię kiedy ta głupia piana dotyka mojego języka. Wypłukałam usta i zaczęłam nakładać makijaż czyli podkład, tusz do rzęs, eyeliner i puder.  Uśmiechnęłam się do swojego odbicia, wyszłam do kuchni i stanęłam przed lodówką. Otworzyłam drzwi od niej i zaczęłam przeglądać co w niej w ogóle się znajduje. Mój wzrok zatrzymał się na jogurcie naturalnym, wyjęłam go i postawiłam go na blacie. Sięgnęłam po miseczkę i wsypałam tam musli, na które później wylałam wcześniej wyjęty prze ze mnie jogurt.
Zadowolona z siebie skierowałam się do pokoju Emily żeby ją obudzić.
Zapukałam do drzwi ale odpowiedziała mi cisza, nacisnęłam więc klamkę i weszłam do środka.
Tak jak się tego spodziewałam, Em jeszcze śpi. Położyłam miskę z moim śniadaniem na komodzie i biegiem ruszyłam w stronę łóżka. Wskoczyłam centralnie na brzuch Emi, a ta wydala z siebie zduszony okrzyk.
- Caroline ty kretynko! Schudnij..
- Pukałam ale nie słyszałaś.
- Bo może spałam?
Wzruszyłam ramionami i opadłam na miejsce obok niej.
- To już dzisiaj...boję się.- Emily położyła się na boku tak aby widzieć moją twarz i westchnęła.
-Słońce...mówiłam ci to tyle razy. Nie masz się czego bać. Masz talent, więc należy pokazywać go ludziom - ona jest taka kochana... nie wiem nawet co jej odpowiedzieć. Pokiwałam więc tylko głową, na co moja współlokatorka uśmiechnęła się - to co, widzę że zakładasz swoją szczęśliwa koszulkę z Batmanem? 
- Jesteś głupia. - Zaczęłam się śmiać z jej głupoty.
- Założyłaś ją tylko dlatego, że Andy go lubi. - wydęła wargi i zmrużyła oczy.
- Jesteś wredna - powiedziałam oschle - dobrze wiesz, że od zawsze lubiłam batman, a to że Andy go lubi nie ma nic wspólnego.
Nienawidzę jak ktoś wmawia mi, że lubię batmana tylko dlatego, że Biersack go lubi. Wtedy na prawdę mam ochotę kogoś walnąć za takie gadanie, to tak jak by mi ktoś powiedział że lubię szpinak bo Ashley go lubi. No ludzie błagam zlitujcie się z tą swoją głupotą bo nie wyrabiam.
- Caro...dobra nie było tematu, nie chce się z tobą kłócić bo nie będziemy się widzieć całe wakacje. Nie chciałabym, żebyśmy się do siebie nie odzywały bo umarłabym z nudów.
- Emily,  serio więcej tak nie mów...- dziewczyna energicznie pokiwała głową, wyglądała komicznie szczególnie że jej zaspane oczy były dwa razy większe niż normalnie i szczerzyła się jak głupia.
- Chcesz sobie zrobić ze mną karaoke? Albo wiem! Poglądamy top model i poudajemy modelki!
Boże czasami zastanawiam się na tym czy nie cofnęłam się w rozwoju i nie mam czasem pięciu lat...
                   
    ***

- Na pewno masz wszystko?! Szczoteczkę, pastę do zębów, szczotki, szampon?!- Emily obawiała się bardziej ode mnie, boziu przecież nie jadę do prezydenta tylko do moich idoli... eee no dobra można to dać na taki sam poziom.
- Tak, mamo. Mam wszystko, a teraz idę bo się spóźnię - podeszłam do brunetki i ją przytuliłam -Kocham cie, będę tęsknić.
- Ja za tobą też. Będziemy gadać na Skypie - przytuliła mnie mocniej - dobra lecę mała, trzymaj za Ciebie kciuki.
Uśmiechnęłam się szeroko i ją puściłam.
- Dobra, jak tylko wyjdę od razu zamknij drzwi.
- Czemu?
- Bo boję się że zamiast iść tam to wrócę do domu - teraz obie się zaśmiałyśmy.
Jeszcze raz się pożegnałyśmy i wyszłam z moimi dwiema walizkami i tobą. Zamknęłam za sobą drzwi i odwróciłam się w stronę drzwi sąsiadów. Koło windy stal mężczyzna w czarnej bluzie, skąd wiem że mężczyzna? Jest dość umięśniony, tylko ten różowy jednorożec na tyle bluzy nie pasuje. Jednak o gustach się nie dyskutuje, ciekawa jestem jakie ma włosy... w sumie kto normalny nosi kaptur w budynku? Ja na pewno nie..
Nie zdążyłam zrobić kroku a mężczyzna podbiegł do mnie chwycił w pasie i przerzucił przez ramie. Zaczął zabiegać po schodach, a ja zaczęłam się szarpać i krzyczeć ale zasłonił mi usta.
Tak ma wyglądać moje spotkanie z moimi ukochanymi zespołami? Nigdy ich nie zobaczyć? Pewnie pomyślą że nie chciałam przyjechać bo po prostu olałam sprawę. W moich oczach zaczęły zbierać się łzy, czemu ja mam takie beznadziejne szczęście? Zaczęłam się szarpać jeszcze bardziej co dało taki sam efekt jak wcześniej. Mój oprawca zdecydowanie szybko pokonał schody, zaraz po tym otworzyły się drzwi, a mnie oślepiło światło słoneczne....
_________________________________________________________________________________

No to ten...
W końcu pierwszy rozdział! Przepraszam, że tak długo zwlekałam, no i że tak krótko :c. Następnym razem postaram się dłużej. :D
I co uważacie? Jak myślicie kto porwał Caro? Mam nadzieję, że się podoba :3
Pozdrawiamy Insidious Nightmare i Yumeka ♥