sobota, 26 września 2015

Chapter four

Perspective Caroline
Dzień 2
Boże jak mi gorąco! Spróbowałam się odkryć ale jakaś ręka mi na to nie pozwała. Chwila... Jaka ręka?! Otworzyłam oczy i odwróciłam się na bok a moja twarz wylądowała na czyimś torsie, uniosłam głowę do góry a moje oczy napotkały roześmiana twarz Ashley'a.
-Co ty tu do kurwy nędzy robisz?!-zapytałam wkurwiona.
-Jak to co? Przytulam cie!-objął mnie mocniej w pasie przyciągając do siebie.
-Ash jeśli w tym momencie stąd nie wejdziesz, pójdziesz do chłopaków z podbitym okiem i będziesz się tłumaczył jakim cudem laska podbiła ci oko.
-Dobra...słońce nie tak agresywnie! - podnosił ręce i wstał bardzo szybko poprawiając spodnie dresowe które wisiały bardzo nisko na jego biodrach - Papa! Widzimy się na śniadanku! Bądź na 8, Ronnie mieszka naprzeciwko i będzie na ciebie czekać.
Podszedł do mnie i zostawił soczystego buziaka na  moim policzku zostawiając mnie wkurzoną i rozkojarzoną. Rzuciłam się twarzą w poduszki i zaczęłam krzyczeć, kiedy nie miałam już siły podniosłam się i ruszyłam umyć. Rozebrałam się i weszłam pod gorący strumień wody, umyłam włosy i ciało kokosowym żelem i szamponem stałam jeszcze pięć minut relaksując się ciepłem wody. Owinięta w beżowy ręcznik weszłam do pokoju zdecydowałam założyć jasno niebieskie boyfriendy z dziurami, białą luźną bluzkę z krótkim rękawem, białe super stary i ciemno brązowy kapelusz   z dużym rondem. Wysuszyłam włosy i umalowałam się, spryskałam się perfumami i zerknęłam na zegarek, już za pięć ósma. Schowałam urządzenie do tylnej kieszeni, nacisnęłam klamkę i drzwi ustąpiły, naprzeciwko moich były też najprawdopodobniej drzwi Ronnie'go, który z reszta opierał się o nie nucąc jakąś piosenkę która leciała w jego słuchawkach. Odkaszlnęłam cicho, a brunet w ułamku sekundy wyjął słuchawki z uszu.
-No hej, wyspana? - zapytał podchodząc bliżej co mnie lekko speszyło, więc zasłoniłam twarz kapeluszem.
-Hej um... tak, a ty? 
-Nie za bardzo, nie mogłem usnąć. Tak w ogóle to ładnie wyglądasz - wyszczerzył się, czułam jak moje policzki nabierają kolorów. Nie wiem czemu ale tylko przy Ashley'u czuje się tak hm... normalnie.
-Dzięki... ty też wyglądasz nie najgorzej - uśmiechnęłam się ponownie analizując wygląd wokalisty, miał na sobie czarne jeansy opinające biodra, czarne conversy i koszule z czaszka na plecach oczywiście tego samego koloru. Włosy były związane w kitkę odsłaniając przy tym jego twarz.
-No to idziemy? Jeeestem strasznie głodny!
Zaśmiałam się i pokiwałam głową, szliśmy długim korytarzem mijając różne zdjęcia na ścianach  aż dotarliśmy do schodów, Ronnie przepuścił mnie pierwszą i zszedł zaraz za mną. Z kuchni jak sądzę dobiegały wrzaski i śmiech weszliśmy zdziwieni i pierwsze co dało się zobaczyć to CC i Ryan tarzający się ze śmiechu na podłodze. Jakiś metr od nich potrzaskana miska z wylanym mlekiem. Później zwróciłam uwagę na Andy'ego i Ashley'a wydzierających się na siebie, z włosów basisty na nagi tors ściekało mleko. Obaj żywo gestykulowali i krzyczeli jeden na drugiego, reszta chłopców starała się jakoś ich uspokoić co wychodziło im marnie. Postanowiłam wziąć sprawę w swoje ręce.
-CO TU SIĘ DO CHOLERY DZIEJE?!- wykrzyczałam żeby zwrócić na siebie swoją uwagę, w pomieszczeniu nagle zapanowała cisza każdy patrzył na mnie zdziwiony no może oprócz Ashley'a który natychmiast do mnie podszedł.
-Niech ci ten kretyn wytłumaczy jakim pieprzonym cudem jego mleko do płatków znalazło się na mojej głowie! - na nowo zaczął krzyczeć, uciszyłam go gestem ręki.
- Jake co tu się stało? 
-No bo Ashley siedział sobie przy stole i pił kawę no i oczywiście rozmawiał z nami, a Andy dopiero wszedł i stwierdził ze chce płatki. To tak jak powiedział tak zrobił, ale w między czasie zaczął kłócić się z Ash'em o jego wczorajsze zachowanie i szedł z ta miseczka i nie patrzył jak idzie tylko na tego idiotę i się kurwa wyjebał, a wszystko spadło na oto tą osobę - wskazał palcem na Purdy'ego, który pokazywał ze zabije Biersack'a. 
-Echhh ... Ash słońce idź się umyć bo twoje włosy będą wyglądać chujowo kiedy mleko się na niech zaschnie, a ty Andrew przeproś go.
-To chyba ten chuj powinien mnie przeprosić bo ja wczoraj jak głupi go broniłem przed nimi, a on ot tak sobie pojechał do ciebie i cię tu przywiózł! - czyli nie powiedział im całej prawdy, może to i nawet lepiej - a miał czekać z NAMI.
Wyraźnie podkreślił to słowo, w sumie to mu współczuję. Tak bardzo wczoraj bronił tego kretyna, a on ot tak sobie po mnie przyjechał to było nie fair w stosunku do chłopców.
-Wiecie co straciłem apetyt, wychodzę, nie wiem kiedy wrócę - Biersack miał minę jak by chciał kogoś zabić ale jednocześnie widać było ze mu przykro. Patrzyłam na jego oddalającą się sylwetkę i kątem oka zauważyłam, że reszta jest zamieszana zaistniałą sytuacją. Wciągnęłam głośono powietrze i pobiegłam za wokalistą, minęłam drzwi frontowe i ujrzałam chłopaka siedzącego na schodach z papierosem w ręce. Postanowiłam go zaskoczyć po cichu podeszłam do niego i założyłam mu ręce na oczy na co lekko podskoczył.
-Ronnie wypierdalaj nie chce mi się z tobą gadać
-Ale to nie jest on.- zaśmiałam się na co chłopak przerzucił mnie sobie przez ramię co spowodowało ze siedziałam na jego kolanach z twarzą bardziej czerwoną niż pomidory, położył rękę na moim biodrze co spowodowało jeszcze większy kolor na moich policzkach.
-Chyba coś ci spadło...- zmarszczyłam brwi a on pokręcił z rozbawieniem głową i założył mi kapelusz na głowę.- Nie ma za co. Więc... co ty robisz robisz? 
Siedziałam w bez ruchu i zastawiałam się w sumie po jaką cholerę tu przylazłam.
-Nie wiem... chyba się martwiłam... - opuściłam głowę, Andy złapał mój podbródek bym spojrzała w jego oczy, uśmiechnął się ciepło i mnie przytulił.
-Dziękuję  -szepnął mi w włosy, odsunęłam się trochę, Andy ma teraz taki ładny uśmiech... - Mam pomysł, a ty mi pomożesz go wykonać!
-Oświeć mnie.
-Bo dzisiaj przyjechało wesołe miasteczko i tak sobie myślę ze moglibyśmy tam iść. No wiesz poznalibyśmy się lepiej i w ogóle...Nie nie ma w tym żadnych podtekstów!
-W sumie czemu by nie... dawno nie byłam w wesołym miasteczku - tym razem to ja cieszyłam się jak dziecko, co spowodowało to że spadłam, a Andy który chciał mnie złapać spadł ze mną. Przez chwilę panowała cisza, którą przerwał mój śmiech, niebieskooki zaraz do mnie dołączył, również wybuchając śmiechem.
Nagle drzwi się otworzyły a w nich stał Jake, przekrzywił głowę i się uśmiechnął.
-Czemu nikt mi nie powiedział, że tarzacie się po trawie?! Ja też chce!!!!-wykrzyknął i ruszył biegiem do nas, zaskoczył ze schodów i legł koło nas położył głowę na moim brzuchu a nogi na udach Biersack'a.- Od razu lepiej, więc czemu tarzamy się po trawie? 
-Pitts ty pierdolony kretynie! Bierz te brudne giry z moich czystych spodni!
-Andy i tak mają dziury więc jeśli będą brudne to i tak się nic nie stanie a teraz zapytam ponownie czemu się tarzamy?- zapytał wyraźnie rozbawiony sytuacja Jake, pokręciłam głową rozbawiona zaistniała sprawa.
-Masz 3 sekundy żeby zabrać te nogi i uciekać! - wysyczał Andy już strasznie wkurwiony - Raz...
Nie zdążył doliczyć a gitarzysta już stał na nogach i pokazywał wokaliście środkowego palca.
-Andy słoneczko pozdrawiam cię środkowym palcem - wysłał mu całusa w powietrzu i zaczął uciekać bo "słoneczko" wstało i rzucił się biegiem za nim na zmianę przeklinając i podciągając spadające spodnie. Na co mu te trzy paski skoro żaden nie utrzyma jego spodni? Wyjęłam szybko telefon i zaczęłam nagrywać to co oni wyprawiają, kątem oka zauważyłam ze reszta też wyszła i Ashley tak samo ich nagrywa spojrzała na mnie z wielkim uśmiechem i pokazał kciuka.
Bieganina trwała jeszcze dziesięć minut dopóki oboje nie padli na trawę i teraz na prawdę tarzali się po tej trawie w między czasie jeden drugiego szarpał i mówił jakieś przekleństwa. Chłopcy pokręcili ze zrezygnowaniem głowami i ruszyli ich rozdzielać co wyglądało komicznie, odwróciłam się do nich tyłem i zrobiłam sobie  zdjęcie na instagrama w tle z chłopakami, którzy próbowali ich uspokoić  z opisem " Zupełnie normalny poranek z BVB i FIR". Oznaczyłam każdego i opublikowałam, spojrzałam na nich i teraz Andy był już spokojny trzymany przez Ashley'a, Ronnie'go i CC'iego a reszta próbowała uspokoić Jake'a.
-Chłopcy ogarnijcie się bo o 13 idziemy do wesołego miasteczka!- W ułamku sekundy każdy już się uśmiechał i kierował w stronę wilii.
_______
Ta dam!!
Dzisiaj troszkę dłuższy :D Co sądzie o kłótni Ashley'a i Andy'ego? Który ma racje? Komentarze bardzo mile widziane ;3

poniedziałek, 21 września 2015

Chapter Three For the impatient Julianny ;3

Perspective Andy

Gdzie jest ten kretyn?  Przecież ta cała Caroline zaraz tu będzie a tego imbecyla nie ma...No zajebiście pierwsze wrażenie i jego nie ma... i chujnia.
Usiadłem w końcu na sofie, a drzwi od mojego pokoju się otworzyły. Wszedł do niego Ronnie z laptopem na rękach.
-Andy przywitaj się z moja mała księżniczką - brunet usiadł obok mnie i moim oczom ukazała się mała Willow przebrana za księżniczkę.
-Witaj moja mała księżniczko, jak się dzisiaj czujesz?
-Ceść wujciu, baldzo dopsze ale moja mamusia balco na mnie ksycala. Wec na pociesenie zaspiewaj mi piosenecke!!!!
-Słońce... muszę? - zaśmiałem się, wiedząc że Will mi nie odpuści.
Pokręciła przecząco głową, westchnąłem cicho i zacząłem śpiewać Walk Away. Mała zaczęła klaskać i się śmiać w końcu skończyłem, a młoda Radke wstała na chwiejnych nóżkach i krzyknęła.
-Jestes najlepsy wujecku!!!! Spiewas lepiej niż tatun ale ty tatusiu tes balco dopse spiewas!-spojrzała niewinnie na Ronniego, a ten zaczął się śmiać, mimo wszystko wiedziałem ile go kosztuje to, że tu został, a nie spędzał czasu z małą... i może się śmieje ale jest mu cholernie przykro.
-Willow, słońce zadzwonię później. Muszę pogadać z wujkiem Andy'm, kocham cie skarbie.
-Ja ciebie tes kocham tatusiu- przyłożyła rękę do ekranu, a Ronnie poszedł za jej przykładem, po minucie ciszy zabrał rękę i wyłączył rozmowę.
-No to Andy gdzie jest Ashley? Młoda za nie długo będzie, a jego nie ma w końcu będziemy musieli wyjść przywitać się z nią sami...
-Ronn.... daj mu jeszcze dziesięć minut. Powinien za nie długo być, strasznie się ekscytował tym, że ona tu przyjedzie, nie odpuściłby sobie - zakryłem sobie twarz rękami, gdyby nie to, że będziemy mieć gościa to bym już dawno spał... jestem taki zmęczyny. Jednak dwa dni z brakiem snu nie jest dobry.
-Przyda ci się kawa, zaraz będę - Radke spojrzał na mnie, wstał i wyszedł.
- Dzięęęęki - krzyknąłem za nim ale chyba mnie nie słyszał.
Kurde obiecałeś, że nic nie odpieprzysz... Po dziesięciu minutach brunet wrócił z dwoma kawami usiadł koło mnie i poklepał mnie po ramieniu.
-Andy... on olał sprawę daj spokój - spojrzałem na niego złym wzrokiem, jakim on kurwa prawem obraża mojego przyjaciela?! Fakt, Ronnie jest moim przyjacielem ale Ashley też.
-Kurwa.Nie.Obrażaj.Moich.Pieprzonych.Przyjaciół - wycedziłem przez zęby, spojrzał na mnie zdziwiony. Podniósł ręce w geście obronnym, pokręciłem głową i pomasowałem palcami skronie - Po prostu skończ... Ashley nie jest chujem i by tego nie zrobił. Rozumiesz?!
Wstałem, rzuciłem kubkiem z kawą i wyszedłem, potrzebuje zapalić. Jak najszybciej, rozejrzałem się czy nikogo nie ma na korytarzu i skierowałem się w stronę wejścia.
Gdy już byłem na dworze wyciągnęłam truciznę z kieszeni, potocznie zwaną też papierosami. Odpaliłem i zaciągnęłam się nikotyna, uniosłem głowę w górę i pomału wypuszczałem dym z ust. Niebo nade mną było nieskazitelnie niebieskie, ptaki latały z drzewa na drzewo w między czasie ćwierkając.
Wszystko jest takie idealne, tak bardzo pieprzone i idealne. Zdecydowanie za nudne, przydało by się gdyby teraz jakaś błyskawica przeszyła niebo albo drzewo się złamało.
-Co ci młody? -odezwał się dobrze znany mi głos, spojrzałem przed siebie, a moim oczom ukazał się CC. Usiadł na ziemi i poklepał miejsce obok siebie, usiadłem więc wyciągając przed siebie nogi.-Więc... powiesz co się stało?
-Ashley'a jeszcze nie ma, a ta dziewczyna zaraz będzie i Ronn zarzucił mi to żebyśmy najwyżej poszli bez niego co mnie już w ogóle wkurwiło, bo wiesz jak ten imbecyl cieszył się, że Caroline przyjeżdża.... i nie chciałbym iść bez niego. 
Perkusista zabrał mi fajkę i wziął ją do ust, a chwilę po tym z jego ust wyleciał dym, a ja przyglądałem się swoim tatuażom skanując każdy z osobna.
-Ronnie ma trochę racji, jeśli Ash'a nie będzie będziemy zmuszeni sami ją powitać. Przecież nie weźmiemy jego kartonowej podobizny i nie pójdziemy z nią do niej - zaśmiał się głośno, przeniosłem wzrok na jego twarz, może ma rację? -No ale trudno jak go nie będzie to nie, jego strata! Lepiej powiedz mi czy jej pokój już jest gotowy i czy tę wszystkie koszulki mają dobry rozmiar.
-Tak upewnialiśmy się chyba trzy razy, wszystko jest dopięte na ostatni guzik...- zajęło mi to trzy pieprzone noce musi być zajebiste.
-W takim razie młody mogę spokojnie być z ciebie dumny- wyszczerzył się jak głupi -W ogóle poznałem zajebista laskę, dała mi nawet swój numer. Tylko nie wiem czy warto dzwonić... bo to może być jakaś pusta lalunia.
-Christian. Jesteś debilem, masz jej numer i jeszcze nie zadzwoniłeś?!-Czasami serio zastanawiam się czy to ja jestem najmłodszy , pokręciłem ze zrezygnowaniem głową.-Daj mi na chwilę swój telefon i ten numer...
Perkusista nie wiedząc o co mi chodzi podał mi to o co prosiłem, odblokowałem telefon i wpisałem numer. Nacisnąłem zielona słuchawkę i podałem mu jego własność, zmarszczył brwi i dopiero po chwili się zorientował że zadzwoniłem.
-Biersack jesteś chujem.-po chwili w słuchawce rozbrzmiało ciche halo posłałem mu szeroki uśmiech i ponagliłem posłał mi nienawistne spojrzenie i oddalił się rozmawiając. Wyjąłem kolejnego papierosa i wypaliłem w spokoju rozmyślając na przeróżne tematy.
                       *** 
Od godziny stałem przy szafie nie mogąc zdecydować się jak będę ubrany kiedy będę ją witać, zdenerwowany usiadałem na ziemi nucąc pod nosem. Oparłem się plecami o łóżko i patrzałem tępym wzrokiem na tą przeklęta szafę, i nagle mnie olśniło! Założę koszulkę z Batmanem i te czarne jeansy z potarganymi  kolanami, uderzyłem się dłonią w czoło że też wcześniej na to nie wpadłem. Ściągnąłem swoje ubrania i szybko się przebrałem, uradowany wziąłem telefon i go odblokowałem. Kurde trzy nieodebrane połączenia od Jinxxa i 9esemesow od Ronniego i CC że mam już przychodzić bo będzie lada chwila. Jeszcze raz spojrzałem na swoje odbicie i wyszłęm, zamknąłem drzwi od pokoju i skierowałem się do miejsca w którym mieliśmy czekać. Po jakichś pięciu minutach drogi w końcu doszedłem  i ujrzałem kłócących się o coś chłopaków, pokręciłem ze zrezygnowaniem głową i zapytałem o co znowu poszło.
-No bo Vincent chce przywitać Caroline pierwszy, a my się na to nie zgadzamy bo my też chcemy! -wykrzyczał wściekły Coma.
-No ale co za problem kurwa widzisz w tym żebym to ja pierwszy ją przywitał?! Ty ją odstraszysz tą szopą na łbie.
-Powiedział co wiedział...-mruknął perkusista, wypuściłem głośno powietrze.
-W takim razie skoro to ja i Ronnie zarządzamy tym wszystkim to my ją pierwsi przywitamy, a wy nie macie nic do dyskusji.
Spojrzeli na mnie oburzeni, a ja  tylko wzruszyłem ramionami, odwróciłem się do nich tyłem i w tym momencie podjechała czarna limuzyna. Zatrzymała się od nas jakieś trzy metry, drzwi zaczęły się otwierać a z środka zaczęła wychodzić długonoga brunetka. Zamrugałem kilkukrotnie oszołomiony ale magia prysła i nasz kochany basista wyskoczył z auta przewracając prawie brunetkę.
-CZEEEEEEŚĆ CHŁOPCY! !! TĘSKNILIŚCIE??-wykrzyknął Purdy, miałem ochotę go zabić jak tylko pomyśle o tym w jaki sposób on znalazł się z Caroline w jednym samochodzie aż robi mi się słabo. Gdyby nie to, że dziewczyna jest tego świadkiem zrobiłbym mu niezłą awanturę postanowiłem go zignorować i podeszliśmy do dziewczyny.
-O kurwa! Masz podkoszulek z Batmanem?!KOCHAM CIĘ!!!-Dobra teraz ja dałem się ponieść ale mi się to normalnie nie zdarza ja mogę, usłyszałem cichy śmiech najprawdopodobniej osoby stojącej przede mną
-Jestem Caroline miło mi was poznać.-wyciągnęła rękę uścisnął ją najpierw Radke przedstawiając się a potem ja, chłopcy rzucili się na nią przytulając się i przekrzykując nawzajem.
Później pokazałem jej pokój w którym będzie mieszkać i zostawiliśmy ją by mogła się rozpakować. Wieczorem zjedliśmy kolację na mieście i wróciliśmy zmęczeni, postanowiłem że opierdole Ashley'a przy najbliższej okazji. 


 No więc  jest długo wyczekiwany rozdział !Dzisiaj troszkę inaczej bo z perspektywy Andiego c; Było by bardzo miło gdyby ktoś zostawił po sobie ślad w postaci komentarza ;3

niedziela, 13 września 2015

Chapter two

Dzień 1 cz.II
Mój oprawca zdecydowanie szybko pokonał schody, zaraz po tym otworzyły się drzwi a mnie oślepiło światło słoneczne....
Porywacz zwolnił kroku, otworzył drzwi czarnej limuzyny i wrzucił mnie na siedzenie z tylu,odsunęłam się na tyle ile pozwoliła mi mała przestrzeń, mężczyzna wszedł do auta i zamknął drzwi. przybliżył się i zaczął mnie uspokajać aż w końcu wybuchł śmiechem. Zmarszczyłam brwi, co go tak cieszy? To że mogę go podać do sądu czy to że jest psychopata? Zaczął powoli zsuwać z głowy kaptur, a moim oczom ukazała się twarz...Ashley'a?!
-Niespodzianka! -krzyknął lekko zmieszany trzymając ręce w powietrzu.
-Czy ciebie do reszty popierdoliło?! Porywać osoby które w sumie cie nie znają,  a i tak masz się z nimi spotkać za kilka godzin? !  - z jednej strony cieszyłam się że to Ash a nie jakiś psychopata, a z drugiej byłam zła bo nie powinien mnie uprowadzić.
-No ale słońce... nie bądź jak głupi Andy i głupi Ronnie... Bo oni są wredni a ty nie!
-O co ci teraz chodzi? 
-No bo pokłóciłem się z nimi, no bo ja chciałem jechać z Jake'm  po ciebie, ponieważ już nie mogłam się doczekać,jednak ci dwaj idioci nie chcieli mi pozwolić! I darli się na mnie że jestem pojebany i jestem idiotą, a ja nim nie jestem!! Prawda?! No ale mniejsza..  No i oni się nie zgodzili więc ja się wkurwiłem na tych imbecyli i postanowiłem się schować w limuzynie i cie przywieść i oni będą ze mnie dumni,a my się lepiej poznamy!- Mówił bardzo przejęty swoimi słowami, chociaż ja zastanawiałam się czy nie gadam z dzieckiem.
- Eh... to na prawdę mile że aż tak bardzo chciałeś po mnie przyjechać za aż mnie uprowadziłeś...-ostatnie słowa mówiłam na prawdę cicho i z kipiąca ironią z nich.-Jednak uważam że powinieneś zaczekać z chłopakami. Bo ty mnie już widziałeś na żywo a oni nie.
 - Ale o to właśnie chodzi! Chciałem cie zobaczyć pierwszy! -klasnął w swoje dłonie- Dobra, laska popraw swój makijaż bo wyglądasz jak ja kiedy mam charakteryzacje na scenie, a taki nie miał być chyba efekt,  prawda? 
Zaczęłam się śmiać z jego słów ale zrobiło mi się też głupio... no bo kto chciałby słuchać komentarzy na swój wygląd że wygląda jak panda? Na pewno nie ja.
-No Okej tylko że nie mam tu kosmetyczki, została u góry w walizkach...-jęknęłam z frustrowana. 
-Nic straconego!- w tym samym momencie drzwi się otworzyły i jakiś gościu którego wcześniej nie widziałam wrzucił moje walizki. Otworzyłam szeroko oczy że zdziwienia.
-Umiesz też czarować? -zaśmiałam się, jego uśmiech poszerzył się jeśli to jeszcze w ogóle możliwe.
-Nie...ale przewidywałem że Jake zaraz przyniesie twoje walizki. -Boże jaki on jest wesoły, chyba jeszcze nigdy nie widziałam tak radosnego człowieka.
  Rozsunęłam walizkę i wyciągnęłam z niej kosmetyczkę, wyjęłam lusterko i przestraszyłam się tego co ujrzałam.
Ashley miał rację miałam podobny makijaż do niego, zrobiło mi się strasznie wstyd. Pierwsze spotkanie a ja już wyglądam jak panda, widziałam jak moje policzki nabierają odcień różu. Wzięłam dwa waciki i płyn do demakijażu i zaczęłam ścierać mój piękny make-up.  Po jakichś dziesięciu minutach miałam już nowy makijaż wzięłam jeszcze tylko moja pomadkę o smaku letnich owoców i przejechałam nią po ustach.
-Wiesz... niby się znamy ale tak na prawdę się nigdy nie przectwilismy się sobie.-podrapał się po tyle głowy.-Jestem Ashley, Ashley Purdy.
- Jestem Caroline Walker, ale wolę zwykle Caro. -uśmiechnęłam się szczerze.-Więc...co najbardziej lubisz robić w zespole oprócz grania na basie? 
-Hm... bardzo lubię być chórkami Andiego... a tak po za graniem w zespole to myślę że to bardzo mile kiedy idziesz gdzieś i twój fan cie rozpoznaje i prosi o zdjęcie. Fakt potrafi to utrudnić życie bo są też psycho fanki no ale i tak się z tego cieszę... a ty? Co lubisz robić oprócz śpiewania? 
-Nie mam jakichś specjalnych upodobań...ale kocham oglądać filmy z batmanem! No i czasami coś tam rysuje...
-W takim razie Andy na pewno zaprosi cie na jedną noc kiedy sobie robi maraton z batmanem. Masz ze sobą szkice?- pokręciłam przecząco głową.- No trudno.. w takim razie kupimy ci szkicownik i ołówki!
-Ash nie możecie wydawać na mnie kasy! Bo przez to czuje się nie komfortowo...
-W takim razie weź to jako prezent przeprosi nowy za to że cie uprowadziłem!
- Jesteś nie normalny- zaczęłam się śmiać a on razem ze mną.- A masz jakąś ulubioną postać z kreskówki?
-Nie będziesz się śmiać? -pokręciłam przecząco głową- Hello kitty...
Spojrzałam na niego wielkimi oczami.
-Na prawdę?- Ashley patrzył wszędzie tylko nie na mnie, chwyciłam jego twarz rękami i zmusiłam go by spojrzał na mnie.- Ash jeśli ją lubisz to nie ma problemu. To by było tak jak ja albo Andy byśmy się wstydzili batmana, a tego nie robimy więc ty też nie powinieneś tego robić.
Przybliżyłam się do niego i przytuliłam, na początku spiął się ale zaraz rozluźnił i odwzajemnił uścisk.
                              ***
Przez chyba 2 godziny rozmawialiśmy na różne tematy, od jedzenia aż po politke. W sumie byłam zaskoczona że tak łatwo mi się z nim rozmawia, myślałam że będziemy milczeć albo co jakiś czas mówić jakieś dziwne spostrzeżenia na temat drogi. Spojrzałam przez okno i zaczęłam się zastanawiać czy z innymi też tak dobrze się będę dogadywać. Poczułam nie przyjemny skurcz w brzuchu, Caro nie bój się dasz radę. Pocieszałam się w myślach, na prawdę zaczęłam się tego obawiać. Co jeśli będziemy się ciągle kłócić albo powiem coś głupiego? Albo dostanę czkawki kiedy będę się przedstawiać? Albo kichnę Ronniemu w twarz? Nagle usłyszałam wibracje telefonu i odruchowo spojrzałam na swój, jednak to nie on zerknęłam w stronę Ashleya i to on patrzył na swój telefon blady jak ściana.
-Wszystko w początku? 
- Co? A tak... tylko...Andy dzwoni. -zmarszczyłam brwi, to źle że dzwoni? Jak by magiczne czytał mi w myślach odpowiedział- Nie, to nie jest źle...tylko Andy znowu będzie dawał mi wykłady na to jaki dziecinny jestem bla bla bla.
  Pokiwałam głową a jego telefon znowu zaczął wibrować w końcu wypuścił głośno powietrze z płuc i odebrał.
-Halo?.... Nie, nic mi nie jest.... nie drżyj się tak na mnie nic nie zrobiłem.... wiem że za niedługo będzie Caroline... będę na czas... tak obiecuje nie spóźnię się, będę jak ona będzie... dobra Biersack nie truj dupy.... pozdrów chłopaków i wymiziaj Carow'a...- rozłączył się ii spojrzał na mnie.- Nie musi wiedzieć że jesteśmy razem, czego oczy nie widzą temu sercu nie żal czy jakoś tak.
  Wyszczerzył się ukazując przy tym rząd białych zębów, zechciało mi się śmiać. W ułamku sekundy czarno włosy zbliżył się do mnie niebezpiecznie blisko i zaczął mnie łaskotać wybuchłam nie kontrolowanym śmiechem w między czasie prosząc by przestał, z moich oczu zaczęły płynąć łzy tylko teraz były spowodowane nagłym atakiem głupawki Asha.
W końcu przestał a ja ciężko oddychałam
-Lubię twój śmiech, śmiej się częściej.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć i po prostu pokiwałam głową, to się staje coraz dziwniejsze. Nastała cisza, ale nie była to niezręczna tylko ta przyjemna. Po trzydziestu minutach w końcu dojechaliśmy, spojrzałam nie pewnie na Ashleya.
-Będzie dobrze mała, oni są spoko.-Podniósł rękę i pomiział mnie po głowie, wypuściłam głośno powietrze i otworzyłam drzwi. Starałam sie wysiąść z "gracja" ale Ash mnie wypchnął i wydał się "czeeeeeeeść".
  Posłałam mu mordercze spojrzenie a ten się uśmiechnął jak gdyby nigdy nic. Podeszliśmy do nich wytarłam ręce o spodnie   i powiedziałam:
-Hej jestem Caroline ale mówcie mi Caro....

                                                                               
Tadam!!!
Jest i drugi rozdział :3 Jak się podoba? Domyśliliście się że to Ashley? Strasznie dużo było pana Purdy'ego :3
Pozdrawiamy Insidious Nightmare i Yumeka ♥

czwartek, 10 września 2015

The first chapter dedication for Dadzia ♡

Dzień 1 cz.I

  Leżałam na łóżku, z wzrokiem wlepionym w sufit. Strasznie się obawiam, wakacji z chłopakami, już dzisiaj tam jadę. Odwróciłam głowę, w kierunku szafki nocnej, na której spoczywał mój budzik. Dopiero 7...
Mam jeszcze cztery godziny, które pewnie spędzę, na chodzeniu po całym mieszkaniu. Ewentualnie obejrzę kilka odcinków mojego ulubionego serialu.
Tak...zdecydowanie ,druga opcja przypadła mi bardziej do gustu.
   Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki, by ubrać się we wcześniej przygotowane ubrania. Ubrana podeszłam do lusterka w celu pomalowania się i umycia zębów. Nałożyłam na moja fioletowa szczoteczkę, pastę o smaku mięty i zmoczyłam ją woda. Skrzywiłam się kiedy pasta dotknęła mojego języka, nie to że nie lubię mięty albo coś...po prostu nie lubię kiedy ta głupia piana dotyka mojego języka. Wypłukałam usta i zaczęłam nakładać makijaż czyli podkład, tusz do rzęs, eyeliner i puder.  Uśmiechnęłam się do swojego odbicia, wyszłam do kuchni i stanęłam przed lodówką. Otworzyłam drzwi od niej i zaczęłam przeglądać co w niej w ogóle się znajduje. Mój wzrok zatrzymał się na jogurcie naturalnym, wyjęłam go i postawiłam go na blacie. Sięgnęłam po miseczkę i wsypałam tam musli, na które później wylałam wcześniej wyjęty prze ze mnie jogurt.
Zadowolona z siebie skierowałam się do pokoju Emily żeby ją obudzić.
Zapukałam do drzwi ale odpowiedziała mi cisza, nacisnęłam więc klamkę i weszłam do środka.
Tak jak się tego spodziewałam, Em jeszcze śpi. Położyłam miskę z moim śniadaniem na komodzie i biegiem ruszyłam w stronę łóżka. Wskoczyłam centralnie na brzuch Emi, a ta wydala z siebie zduszony okrzyk.
- Caroline ty kretynko! Schudnij..
- Pukałam ale nie słyszałaś.
- Bo może spałam?
Wzruszyłam ramionami i opadłam na miejsce obok niej.
- To już dzisiaj...boję się.- Emily położyła się na boku tak aby widzieć moją twarz i westchnęła.
-Słońce...mówiłam ci to tyle razy. Nie masz się czego bać. Masz talent, więc należy pokazywać go ludziom - ona jest taka kochana... nie wiem nawet co jej odpowiedzieć. Pokiwałam więc tylko głową, na co moja współlokatorka uśmiechnęła się - to co, widzę że zakładasz swoją szczęśliwa koszulkę z Batmanem? 
- Jesteś głupia. - Zaczęłam się śmiać z jej głupoty.
- Założyłaś ją tylko dlatego, że Andy go lubi. - wydęła wargi i zmrużyła oczy.
- Jesteś wredna - powiedziałam oschle - dobrze wiesz, że od zawsze lubiłam batman, a to że Andy go lubi nie ma nic wspólnego.
Nienawidzę jak ktoś wmawia mi, że lubię batmana tylko dlatego, że Biersack go lubi. Wtedy na prawdę mam ochotę kogoś walnąć za takie gadanie, to tak jak by mi ktoś powiedział że lubię szpinak bo Ashley go lubi. No ludzie błagam zlitujcie się z tą swoją głupotą bo nie wyrabiam.
- Caro...dobra nie było tematu, nie chce się z tobą kłócić bo nie będziemy się widzieć całe wakacje. Nie chciałabym, żebyśmy się do siebie nie odzywały bo umarłabym z nudów.
- Emily,  serio więcej tak nie mów...- dziewczyna energicznie pokiwała głową, wyglądała komicznie szczególnie że jej zaspane oczy były dwa razy większe niż normalnie i szczerzyła się jak głupia.
- Chcesz sobie zrobić ze mną karaoke? Albo wiem! Poglądamy top model i poudajemy modelki!
Boże czasami zastanawiam się na tym czy nie cofnęłam się w rozwoju i nie mam czasem pięciu lat...
                   
    ***

- Na pewno masz wszystko?! Szczoteczkę, pastę do zębów, szczotki, szampon?!- Emily obawiała się bardziej ode mnie, boziu przecież nie jadę do prezydenta tylko do moich idoli... eee no dobra można to dać na taki sam poziom.
- Tak, mamo. Mam wszystko, a teraz idę bo się spóźnię - podeszłam do brunetki i ją przytuliłam -Kocham cie, będę tęsknić.
- Ja za tobą też. Będziemy gadać na Skypie - przytuliła mnie mocniej - dobra lecę mała, trzymaj za Ciebie kciuki.
Uśmiechnęłam się szeroko i ją puściłam.
- Dobra, jak tylko wyjdę od razu zamknij drzwi.
- Czemu?
- Bo boję się że zamiast iść tam to wrócę do domu - teraz obie się zaśmiałyśmy.
Jeszcze raz się pożegnałyśmy i wyszłam z moimi dwiema walizkami i tobą. Zamknęłam za sobą drzwi i odwróciłam się w stronę drzwi sąsiadów. Koło windy stal mężczyzna w czarnej bluzie, skąd wiem że mężczyzna? Jest dość umięśniony, tylko ten różowy jednorożec na tyle bluzy nie pasuje. Jednak o gustach się nie dyskutuje, ciekawa jestem jakie ma włosy... w sumie kto normalny nosi kaptur w budynku? Ja na pewno nie..
Nie zdążyłam zrobić kroku a mężczyzna podbiegł do mnie chwycił w pasie i przerzucił przez ramie. Zaczął zabiegać po schodach, a ja zaczęłam się szarpać i krzyczeć ale zasłonił mi usta.
Tak ma wyglądać moje spotkanie z moimi ukochanymi zespołami? Nigdy ich nie zobaczyć? Pewnie pomyślą że nie chciałam przyjechać bo po prostu olałam sprawę. W moich oczach zaczęły zbierać się łzy, czemu ja mam takie beznadziejne szczęście? Zaczęłam się szarpać jeszcze bardziej co dało taki sam efekt jak wcześniej. Mój oprawca zdecydowanie szybko pokonał schody, zaraz po tym otworzyły się drzwi, a mnie oślepiło światło słoneczne....
_________________________________________________________________________________

No to ten...
W końcu pierwszy rozdział! Przepraszam, że tak długo zwlekałam, no i że tak krótko :c. Następnym razem postaram się dłużej. :D
I co uważacie? Jak myślicie kto porwał Caro? Mam nadzieję, że się podoba :3
Pozdrawiamy Insidious Nightmare i Yumeka ♥